czwartek, 2 marca 2017

Stres mnie pożera

           Zaniedbałam bloga i fanpejdż straszliwie, wiem o tym, ale nie miałam przez cały luty czasu, żeby cokolwiek napisać. Może jednak był to brak chęci, nie wiem, ciężko stwierdzić.  Owszem pomysły to pewnie by się nawet znalazły, ale jakoś brak mi serca i pracy na pisanie tutaj. Mam wrażenie, że jest ono bezzasadne, bo niby wejść jest dużo, ale niewiele z tego wynika. Nie wiem, może tylko potwierdza się, to że faktycznie dobrze zrobiłam rezygnując z marzeń o dziennikarstwie. W sumie pewnie zarabiałabym jeszcze mniej, niż tam gdzie teraz pracuje, czyli na call center. To jakby pozwala mi nie mieć bólu dupy o porzuconym marzeniu, w sumie nawet sprzed kilku lat. Na początku fakt bolało, potem mi przeszło. Teraz jest mi to obojętne.

wtorek, 24 stycznia 2017

Dzieciństwo sielskie i anielskie?- czyli 4 powody przez, które NIE tęsknię za dzieciństwem

        Po ponad 3 tygodniach nieobecności na blogu spowodowanej różnymi czynnikami postanowiłam wreszcie coś napisać. Wiem, miało być pisanie częściej, ale nie miałam na to pary na takie historie. Wolałam zająć się tym co tu i teraz. Także pierwszy post w 2017 roku postanowiłam, że będzie o dzieciństwie. Czymś nad czym niejeden rozpływa się, jak czekolada, pisząc jakie to ono fajne było, albo że jak miałeś coś tam, to miałeś zajebiste dzieciństwo. Ja natomiast nie koniecznie. Od kilku ładnych lat uważam, że urodziłam się dekadę za wcześniej, bo w obliczu problemów, z którymi się zetknęłam jako dzieciak,  gdybym urodziła się dekadę później, to byłoby mi nieco łatwiej i może byłoby więcej zrozumienia. 

sobota, 31 grudnia 2016

Odysea 2016

        Jak dla mnie rok 2016 był jednym z lepszych od mniej, więcej dekady. Był to też rok, który mniej mnie rozczarował niż poprzedni. Jeśli zaś chodzi o stres, też było go trochę, ale to miało głównie związek ze zmianami, jakie miały miejsce. Mogę powiedzieć, że bardzo szybko zleciał mi ten rok. Zorientowałam się o tym dopiero teraz w ostatnich tygodniach. Może dlatego, bo sporo się w życiu działa. Różne mniejsze i większe zdarzenia. Na pewno był to rok bardzo intensywny co też trzeba przyznać. Sporo rzeczy się udało, bo skończyłam studia, zaczęłam pracę. Na pewno mniej mnie rozczarował niż poprzedni. Zaczęłam też ponownie prowadzić bloga, tak jakoś wyszło. W sumie niebawem minie też rok odkąd zaczęłam tutaj pisać. Dokładnie będzie to na Trzech Króli. 

środa, 21 grudnia 2016

Poczuj magię Świąt

Ostatni miesiąc jakoś nie sprzyjał pisaniu i mojej obecności na blogu. Wiadomo praca i życie realne jakoś bardziej mnie pochłania. Po za tym zebrało się kilka problemów, które urodziły się po drodze, ale tu też wyszłam z w miarę obronną ręką. W tym roku jeśli chodzi o Święta, to było z tym trochę hocków-kloców, ale może uda mi się uratować nieco te Święta. Na tą chwilę mam już kupione prezenty i chociaż to zorganizowałam. No, ale to nie będzie dzisiaj o tym, czyli o Świętach. 


sobota, 26 listopada 2016

Pamiętników racja bytu

             Było już o tym parę razy, że piszę pamiętnik i robię to mniej więcej regularnie od ponad 11 lat. Tak jakoś się złożyłam wsiąkłam w to. To też gdzieś w pewnym momencie ewoluowało, ale o tym generalnie też już pisałam, przy okazji rocznicy pisania. W sumie za kilka miesięcy minie jakieś 10 lat, jak jestem związana z pisaniem blogów. Tych jak wiadomo było kilka, jedne lepsze, drugie gorsze. Wiele z nich właśnie oparte na strukturze takiego właśnie typowego pamiętnika. Gdzie pisałam o wydarzeniach i przemyśleniach z mojego życia. Jedne mniej inne bardziej hardkorowe. Generalnie w ostatnim czasie zauważam, że to co robię trochę zaczyna mijać się z celem i to też sprawia, że w pierwszych 2 miesiącach wpisów było pond 20, by ten stan spadł do 30 w kolejnych miesiącach. Dobra jeden post z obecnego bloga stał się klikbitem i to gdzieś też doceniam, bo nie powiem. Jednak mam wrażenie, że cała reszta gdzieś ginie, a pisanie często zaczyna zatracać swój sens. Bo jak i tak nikt nie przeczyta, to wolę popisać do pamiętnika, jako takiego

środa, 23 listopada 2016

Wyznania początkującej konsultantki

        Jakoś tak dzisiaj mnie tknęło, żeby napisać coś na blogu. Pewnie będzie to jeden z tych postów, który będzie pewnie pominięty przez wiele osób, jako nudny i nie ciekawy. Tak jak wiele moich wpisów w ostatnim czasie. Przyznam, że miałam wątpliwości, czy coś napisać, ale postanowiłam spełnić swoją grafomańską potrzebę.
        Ostatnie kilkanaście dni upływa mi pod znakiem pracy. To właśnie zajmuje moją głowę w chwili obecnej i jakoś też dla tego jest mnie tutaj, jakby mniej.  Skończyłam już kursy i szkolenia i zaczyna się praca. Przyznaje nie byle jaka, bo jako konsultant na słuchawce. Tak pracuje w call center. Nie, nie sprzedaje garnków z kryptonitu, ani zbawienia Bożego. Raczej pomagam ludziom, kiedy środki z ich konta w telefonie uciekną w siną dal, wróżki nie dają żyć wysyłając kolejne przepowiednie, albo Internet z pozycji telefonu da po kieszeni, a nie ma wykupionego pakietu. Gdyby ktoś 4 lata temu powiedział, że właśnie w takiej pracy się znajdę, to kazałbym puknąć się w łeb, najlepiej ciężkim młotkiem.