sobota, 31 grudnia 2016

Odysea 2016

        Jak dla mnie rok 2016 był jednym z lepszych od mniej, więcej dekady. Był to też rok, który mniej mnie rozczarował niż poprzedni. Jeśli zaś chodzi o stres, też było go trochę, ale to miało głównie związek ze zmianami, jakie miały miejsce. Mogę powiedzieć, że bardzo szybko zleciał mi ten rok. Zorientowałam się o tym dopiero teraz w ostatnich tygodniach. Może dlatego, bo sporo się w życiu działa. Różne mniejsze i większe zdarzenia. Na pewno był to rok bardzo intensywny co też trzeba przyznać. Sporo rzeczy się udało, bo skończyłam studia, zaczęłam pracę. Na pewno mniej mnie rozczarował niż poprzedni. Zaczęłam też ponownie prowadzić bloga, tak jakoś wyszło. W sumie niebawem minie też rok odkąd zaczęłam tutaj pisać. Dokładnie będzie to na Trzech Króli. 

środa, 21 grudnia 2016

Poczuj magię Świąt

Ostatni miesiąc jakoś nie sprzyjał pisaniu i mojej obecności na blogu. Wiadomo praca i życie realne jakoś bardziej mnie pochłania. Po za tym zebrało się kilka problemów, które urodziły się po drodze, ale tu też wyszłam z w miarę obronną ręką. W tym roku jeśli chodzi o Święta, to było z tym trochę hocków-kloców, ale może uda mi się uratować nieco te Święta. Na tą chwilę mam już kupione prezenty i chociaż to zorganizowałam. No, ale to nie będzie dzisiaj o tym, czyli o Świętach. 


sobota, 26 listopada 2016

Pamiętników racja bytu

             Było już o tym parę razy, że piszę pamiętnik i robię to mniej więcej regularnie od ponad 11 lat. Tak jakoś się złożyłam wsiąkłam w to. To też gdzieś w pewnym momencie ewoluowało, ale o tym generalnie też już pisałam, przy okazji rocznicy pisania. W sumie za kilka miesięcy minie jakieś 10 lat, jak jestem związana z pisaniem blogów. Tych jak wiadomo było kilka, jedne lepsze, drugie gorsze. Wiele z nich właśnie oparte na strukturze takiego właśnie typowego pamiętnika. Gdzie pisałam o wydarzeniach i przemyśleniach z mojego życia. Jedne mniej inne bardziej hardkorowe. Generalnie w ostatnim czasie zauważam, że to co robię trochę zaczyna mijać się z celem i to też sprawia, że w pierwszych 2 miesiącach wpisów było pond 20, by ten stan spadł do 30 w kolejnych miesiącach. Dobra jeden post z obecnego bloga stał się klikbitem i to gdzieś też doceniam, bo nie powiem. Jednak mam wrażenie, że cała reszta gdzieś ginie, a pisanie często zaczyna zatracać swój sens. Bo jak i tak nikt nie przeczyta, to wolę popisać do pamiętnika, jako takiego

środa, 23 listopada 2016

Wyznania początkującej konsultantki

        Jakoś tak dzisiaj mnie tknęło, żeby napisać coś na blogu. Pewnie będzie to jeden z tych postów, który będzie pewnie pominięty przez wiele osób, jako nudny i nie ciekawy. Tak jak wiele moich wpisów w ostatnim czasie. Przyznam, że miałam wątpliwości, czy coś napisać, ale postanowiłam spełnić swoją grafomańską potrzebę.
        Ostatnie kilkanaście dni upływa mi pod znakiem pracy. To właśnie zajmuje moją głowę w chwili obecnej i jakoś też dla tego jest mnie tutaj, jakby mniej.  Skończyłam już kursy i szkolenia i zaczyna się praca. Przyznaje nie byle jaka, bo jako konsultant na słuchawce. Tak pracuje w call center. Nie, nie sprzedaje garnków z kryptonitu, ani zbawienia Bożego. Raczej pomagam ludziom, kiedy środki z ich konta w telefonie uciekną w siną dal, wróżki nie dają żyć wysyłając kolejne przepowiednie, albo Internet z pozycji telefonu da po kieszeni, a nie ma wykupionego pakietu. Gdyby ktoś 4 lata temu powiedział, że właśnie w takiej pracy się znajdę, to kazałbym puknąć się w łeb, najlepiej ciężkim młotkiem. 

wtorek, 8 listopada 2016

Krótka opowieść o zmianach i szukaniu szans

         Nie pisałam ostatnimi czasy na blogu. Jakoś nie miałam ku temu ani motywacji, ani też tematu, na jaki mogłabym mogła napisać. Poprawka tematy by się znalazły, ale z chęciami jakby mniej, bo i jakoś mam wrażenie, że moje wpisy i tak nic nie wnoszą i nikt się nimi nie interesuje, więc i ja straciłam jakoś ikrę by pisać. Miałam taki moment, że nawet już chciałam zakończyć działalność bloga, ale jakaś dziwna siła sprawiła, że jednak postanowiłam coś tutaj naskrobać. Po prostu nie chciało mi się.  Druga sprawa zmiany, bardzo dużo zmian. Czytaj znalazłam pracę. Owszem może nie jest to nic wiązanego z moimi studiami. Obawiam się, że o taką pracę będzie mi ciężko. Jednak na początek dobre i to, żeby powoli zacząć ten proces usamodzielniania się. Przyznaje, że miałam taki moment, że bałam się, że nie prędko to nastąpi. 

czwartek, 13 października 2016

Krótki survival uniwersytecki, czyli jak przetrwać na studiach i nie zwariować (cz. II)

Kolejna część moich porad dotyczących życia na studiach. Niektóre stare jak świat inne zaś nowe, bo kilka lat na przestrzeni kolejnych lat właśnie takich się pojawiło. Będzie długo, ale cóż. Przyznaję miałam napisać je wcześniej, ale nie mogła znaleźć wybitnie tego posta. Dopiero przy ścinkach ze starego pi-razy-drzwi się udało. Tylko teraz muszę usunąć te stare i nieznaczące posty.Tak czy inaczej rok akademicki zagościł na dobre, ale lepiej późno niż wcale.  Duża część z nich pisana dwa lata temu, ale aktualna do dziś. 

wtorek, 4 października 2016

Krótki survival uniwersytecki, czyli jak przetrwać na studiach i nie zwariować (cz.I)

           Jako, że aktualnie mamy początek roku akademickiego postanowiłam, że odświeżę jeden z moich starych postów, jeszcze z czasów pi-razy-drzwi. Post na temat przetrwania na uczelni, czyli kilka rad. Ja swoje studia od prawie 3 miesięcy mam za sobą. Trochę szkoda, bo w sumie nawet fajny był to okres. Kiedy pisałam ten post to właśnie wybierałam się na III rok studiów.  Komuś może się to może wydać dziwne, że osoba, która jest na III roku pisze rady dla osób niewiele młodszych od siebie. Nadal uważam, że byłoby mi łatwiej zaczynać studia, gdyby ktoś dał mi takie rady, a ich wrzucenie tutaj ma już nieco więcej sensu, niż w czasie gdy ten post powstawał.  

sobota, 3 września 2016

Zajęcia dodatkowe: Inwestycja, czy strata czasu i energii

          Nie mogę się zdecydować, bo najpierw miał być post o maturze, ale jednak rozmyśliłam się i maturę zostawię na później, wszakże do maja jeszcze daleko i nie ma się nad czym rozpływać i straszyć młodzież, chociaż, jak znam życie to licea już rozdmuchują to niemiłosiernie, część dla zasady inna część dla wyników, ale o tym to może przy okazji jakiegoś wpisu o maturze wcześniej, lub później. Dobra miało być w maju, ale nie pykło, weny zabrakło. No ale wracając do tematu głównego dzisiaj do przemyśleń niejako skłonił mnie jeden tekst odnośnie tego, że dorośli mają 40 godzin roboczych w tygodniu, a dzieciaki nie raz 72, bo przecież szkoła, odrabianie lekcji i zajęcia dodatkowe, od których nadmiaru niejednego dorosłego mogłabym rozboleć głowa.

środa, 24 sierpnia 2016

A ty masz już swoją wyprawkę do szkoły?

         Nieubłaganie zbliża się właśnie wrzesień, czyli czas kiedy dzieci i młodzież wracają do szkoły. Ja natomiast powoli zabieram się za szukanie zatrudnienie, ale o tym może przy innej okazji. Koniec sierpnia, choć właściwie już od końca lipca, to czas kiedy w sklepach pojawiają się wszelkiego rodzaju i maści przybory szkolne. Właściwie ile razy wchodzi się do sklepu papierniczego, czy chociażby dyskontu, to można dostać oczoplonsu od kolorów i ładnych okładek, którym nawet ja ulegam. Mimo, że od teraz jest mi to nie potrzebne, a nawet gdyby wystarczy mi do szczęścia blok z kartkami.  Przyznaje, że gdy chodziłam do szkoły najbardziej lubiłam ten moment, kiedy przychodziło do kupowania przyborów. Nawet jak przestałam lubić szkołę. Kiedy byłam dzieckiem niewątpliwie  jeszcze bardziej motywowały do powrotu, zaś w późniejszych latach umilały szarość uczniowskiego życia. Czasami mam wrażenie, że do tej pory z tego nie wyrosłam i sama w okresie kompletowania szkolnej wyprawki dostaję małpiego rozumu i to tak dosłownie

środa, 10 sierpnia 2016

Jak skutecznie podciąć komuś skrzydła-antyporadnik

             Po prawie dwutygodniowej przerwie postanowiłam coś napisać. Pierwotnie założenie było takie, że będzie to coś lajtowego, chociaż może to raczej coś koło tego.  Wszyscy blogerzy lifestylowi mówią o motywacji i wierze we własne możliwości wszyscy jak jeden mąż rozpisują się o spełnianiu swoich marzeń i tym jak ważna jest pewność siebie. Po za tym ciągle tylko piszą o wierze we własne siły, która pozwala podejmować trafne decyzje. Co kiedy jednak jej nie posiadamy. Nie wiem, czy to tylko ja mam takiego pecha, czy jakoś nie tak to widzę, ale odkąd pamiętam najbardziej podcinali mi skrzydła ludzie z najbliższego otoczenia: koledzy, nauczyciele, czy rodzina. Na tej bazie też postanowiłam napisać coś na ten temat. Z tego co doskonale pamiętam podobny post miał miejsce jeszcze na starym blogu, ale z dzisiejszego punktu widzenia  wydał się mi on za bardzo jęczący więc, postanowiłam napisać ten post w takiej oto formie poradnika, a właściwie to antyporadnika, bo tak by to wypadało nazwać oparty niestety o moje bardzo kiepskie doświadczenia.

wtorek, 26 lipca 2016

Asertywność-rzecz bardzo trudna

         Od dłuższego czasu chodził mi po głowie ten temat. Właśnie związany z asertywnością. No niby temat oklepany i nudny, ale jakże ważny i niewątpliwie mający wpływ na to, jak wygląda nasze życie. Może od początku czy jest, ta tajemnicza nieznajoma, jaką to jest asertywność. Według Cioci Wikipedii asertywność:
w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych. Jest to umiejętność nabyta.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Sandry i Aleksandry- czyli rzecz o imionach

            Kiedy to po raz pierwszy publikowałam ten tekst na przełomie lutego i marca 2011 na jednym z poprzednich blogów, to na moją głowę spadło niemal gradobicie krytyki, bo post został gdzieś polecony. Twierdzenie, że obrażam ludzi posiadających jakieś tam imiona i generalnie długo się otrzepywałam z tego. Co nie zmienia faktu, że dzięki temu, tak jak i ostatnio skoczyły mi statystyki na blogu. Po ponad 5 latach stwierdzam, że mogę nadać mu nowe życie. Tylko te bardziej kontrowersyjne wątki nieco złagodziłam, bo nie pasują do czasów mi obecnych, albo z dzisiejszego punktu widzenia wydają się zbyt "hardkorowe". Oczywiście parę "kwiatków" zostawię, bo ten tekst straci na swojej oryginalności. Chociaż samo przesłanie tego tekstu pasuje też dzisiaj. Tak jak kiedyś robiono dzieciom krzywdę nadając "egzotyczne" imię, tak też jest dzisiaj. To się nie zmieniło i prędko nie zmieni. 

środa, 20 lipca 2016

5 letni pamiętnik- czyli mały pamiętnikowy eksperyment

        Nawiązując do poprzedniego wpisu ostatnio w tej nudzie, jaka nastała, ze względu na brak laptopa wpadłam na ciekawy pomysł. Postanowiłam, że założę coś takiego jak "5 letni pamiętnik" ("Five years diary"). Mogę powiedzieć, że był to taki wybryk mojej nudy i chęci przeprowadzenia eksperymentu. Chociaż piszę normalny pamiętnik, to stwierdziłam, że to będzie taka mała odskocznia i zarazem swoisty eksperyment na jeden połowie strony zmieścić zapiski z 5 lat z jednego dnia. Sporządzane co roku. Pomysł wydawał się o tyle ciekawy, że sama chciałam spróbować.

niedziela, 17 lipca 2016

Oswajanie rzeczywistości- O tym co dało mi pisanie pamiętnika

              Strasznie biłam się z myślami, czy coś napisać. Czy ma to sens i czy w ogóle kogoś będzie to interesowało. W sumie to ostatnio po głowie chodziło mi, żeby skasować, bloga, bo ma to jeszcze mniej sensu, niż kopanie się z koniem, jakim ostatnio stał się niezdany egzamin językowy.  Chociaż pewnie lepszym tematem byłaby obroniona magisterka, albo oblane FCE po raz kolejny, to ja jednak stwierdziłam, że o tym to może przy innej okazji. Magisterka może poczekać, a nad tym co dalej ze spełnianiem mojego marzenia, jakim miało być zdawanie FCE muszę pomyśleć i to tak konkretnie, bo póki co w jakimś sensie czuję się udupiona. Dlatego dzisiaj będzie o czymś co robię od przeszło 11 lat, czyli pisaniu pamiętnika. Dla ciekawostki, podam, że 11 lat minęło 7 lipca, a data ta zbiegła się z faktem obrony pracy magisterskiej. Albowiem nie ma lepszego terminu na kończenie pewnego etapu w życiu, jak właśnie taka rocznica. OK robię to tyle lat, ale co z tego wynika. W sumie jak tam patrzę na to, to jest przynajmniej wiem, że coś mi tam dał.  

piątek, 1 lipca 2016

Czy warto być prymusem- czyli krótka historia o terrorze czerwonego paska

         O szkole był już post, więc nie będę tego wątku dalej rozwijać, bo nie ma nad czym się rozwodzić.  Wiem, że jest tydzień po zakończeniu roku, więc jakby spóźniłam się trochę z tym wpisem, ale mimo to chciałam coś napisać, bo na fali tego wszystkiego pewną moją refleksje.  Bycie prymusem "zniszczyło" mi życie. Może nie jakoś mocno, ale jednak po latach czasami odczuwam takie poczucie, że te wszystkie starania były nie dla mnie, ale dla moich rodziców. Tak było dopóki nie skończyłam gimnazjum. Po latach jakoś nie cieszy mnie to. Mam wrażenie, że raczej miało być to wynagrodzenie moim rodzicom tego, żeby inni nie patrzyli na mnie wówczas poprzez pryzmat mojego defektu. 

niedziela, 19 czerwca 2016

Na pożegnanie

              Dzisiaj będzie trochę prywaty, bo i czas ku temu "sprzyja". Wczoraj był jeden z tych dni, które w zasadzie były wesołe, ale i tak miały w sobie coś smutnego- Absolutorium, bo o nim mowa. O ile dwa lata temu było mi smutno, ze względu, bo miałam wrażenie, że mało mnie było w życiu mojego roku, tak w tym roku jakby mniej. Po za tym miałam tą świadomość, że w październiku i tak dalej będę studiować ten sam kierunek.  Owszem były momenty, że miałam ochotę się rozpłakać, ale z racji tego, że jeszcze odbierałam wyróżnienie i siedziałam w pierwszym rzędzie, to jakoś musiałam się powstrzymywać i trzymać fason.

wtorek, 14 czerwca 2016

O dawaniu nieco inaczej

        Dzisiaj mamy Światowy Dzień Krwiodawstawa, czyli będzie o dawaniu i nie tylko. W moim przypadku ujmę to nieco inaczej, bo jak wiadomo w dzisiejszych czasach to nie tylko krew i szpik mogą być oddawane. Choć te dwie rzeczy nie da się ukryć są najbardziej pożyteczne w kontekście ratowania życia i zdrowia.  Po za tym mam wrażenie, że od jakiegoś czasu zapanowała moda na promowanie krwiodawstwa. Przyznaje,  że to jest jedna z nie wielu mód, które kupuje, bo są pożyteczne i pomagają innym. Fajnie jest oddać tak coś od siebie, nawet w kontekście dosłownym.


niedziela, 12 czerwca 2016

Sun always shine on TV- czyli rzecz z kolorowego pudełka

Chodź no tu k**** na słówko
Ty kolorowa żarówko...
Andrzej Grabowski- "Męska rozmowa z telewizorem"

         Jakoś mnie tak tknęło, w sumie też za sprawą jednej piosenki (nie koniecznie tej, której tytuł zacytowany jest w tytule). Właściwie tak mnie naszło by to napisać. Chociaż piosenka śpiewana przez aktora Andrzeja Grabowskiego,  pod tytułem "Męska rozmowa z telewizorem" może wydawać się śmieszna, to jednak skłania też do pewnej refleksji o tym jaka jest telewizja. Już dawno chciałam napisać coś na ten temat, ale nie miałam jakiegoś konkretnego impulsu, ku temu. Akurat dzisiaj taki się trafił. O tym, że telewizja kłamie przekonuje nas wszystko i wszyscy odkąd takowy wynalazek istnieje. Niewątpliwie jak wiele wynalazków współczesności, ma to służyć dla dobra ludzkości. 

sobota, 11 czerwca 2016

Gdzie się podziałaś moja motywacjo?

         Ja i moja motywacja w każdym aspekcie życia, to związek bardzo nie dobrany. Czytaj często kiedy jej mi potrzeba, to mi jej brakuje. Przykładem takim jest chociażby ten blog, na którym wpisy pojawiają się ostatnimi czasy średnio raz w miesiącu. Można by było fakt zgonić na karb zbliżającej się wielkimi krokami obrony magisterki. Chociaż patrząc na to, że na pi-razy-drzwi w czasach kiedy to pisałam licencjat wpisy pojawiały się dość regularnie. Teraz nie mogę się zebrać. Jakoś czas mi nie sprzyja, tym bardziej, że magisterka, która goni i wszystko inne  

niedziela, 15 maja 2016

Festiwal Piosenki Zaangażowanej Politycznie

          Tak obiecałam na fanpejdżu, że w końcu coś napiszę. Właśnie zamierzam to zrobić. Tym bardziej, że miałabym sporo do powiedzenia. Chyba daruje sobie kilka słów o każdej z piosnek, to może nie jest tak ciekawe. Tym bardziej, że materie Konkursu Piosenki Eurowizji jest mi bliska od przeszło 13 lat. Była to moja dokładnie 14 obejrzana edycja. I przyznam włosy dęba mi stały. Nie przez piosenkę, która reprezentowała nasz kraj, bo tak akurat była świetna. Przyznam, że pierwsza gdzie nie miałam wątpliwości, że dostaniemy się do finału.

piątek, 22 kwietnia 2016

Odkryj w sobie artystę

          Znów piszę, jakby rzadziej, ale w tym miesiącu, to i tak dużo lepiej niż w poprzednim. Generalnie działam, bo roboty trochę mam. Koniec się zbliża i trochę się tego boję, ale dzisiaj nie o tym. Przyznam, że jak nie robię czegoś na uczelnie, co pochłania aktualnie 3/4 posiadanego czasu, to albo korzystam z ostatków życia studenckiego, jakie jeszcze zostały mi, albo wyżywam się artystycznie, a przynajmniej tak można to określić.  

niedziela, 17 kwietnia 2016

Znów uwierzyłam w życie pozainternetowe

         Dzisiaj pozwolę sobie na taką trochę małą prywatę, chociaż mam często wrażenie, że co drugi post na tym blogu, nią jest.  Nie było mnie ostatnie dwa tygodnie. Wiem o tym doskonale, bo nie było czasu i pomysłu na posty. Wolałam zająć się życiem w realu, bo a to magisterka, a to znowu urodziny, które były dwa tygodnie temu. W tamtym tygodniu impreza i jakoś się zeszło. Powiem szczerze, że ostatnie dwa tygodnie, jakoś bardziej skłoniły mnie do życia w realu, zamiast siedzenia w Internecie. Przy okazji dowiedziałam się, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Przynajmniej przez moment udowodniłam sobie, że nie jestem takim nolifem, jak zwykłam myśleć o sobie. Patrząc na ilość tych ciekawych rzeczy, jakie mnie czekają w najbliższych tygodniach, to może nie jest ze mną tak źle. Wiadomo lubię siedzieć w necie, ale wszystko kiedyś potrafi  zbrzydnąć. Bycie internetowym zombie, które nie potrafi żyć, bez sieci, też jest raczej słabym pomysłem. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Pro-Life is brutal

        Co jakiś czas jeszcze na starym blogu zdarzało mi się popełnić wpis na temat aborcji, a właściwie prawa do takowej. Ten temat wraca co jakiś czas, jak bumerang. Tym razem też się tak stało, ponieważ napis politycy w porozumieniu z Kościołem chcą zakazać jej całkowicie. Temu wszystkiemu wtórują ruchy pro-life, które jeszcze bardziej chcą to nakręcać. Taki trochę terror ideologiczny. Szczerze powiedziawszy to mogłabym postawić znak równości między przedstawicielami ISIS, a przedstawicielami ruchów tego typu. No oczywiście jest jedna subtelna różnica, ci drudzy  nie rozrywają się pasami Szahida . 

sobota, 2 kwietnia 2016

Ty też możesz być "niemainstremowy" - czyli kilka słów o społecznościówkach

            Pierwszy raz od dłuższego czas postanowiłam coś napisać na blogu. Wiadomo dawno mnie tu nie było, bo nie było czasu i terminy goniły, ale po co ja się w ogóle tłumaczę. Przeglądając internety i pewien obrazkowy portal, natknęłam się na pewien wpis pod tytułem "Nie mam facebooka i jestem szczęśliwy" przy okazji ogłaszając to na tym portalu. Nagle brak konta stał się chlubą, by się tym chwalić na lewo i prawo. W tym momencie zadałam sobie pytanie. Czy to ze mną jest coś nie tak, bo mam konto, które używam nie tylko do pierdół, ale też do kontaktu z ludźmi, sprawdzania informacji, tudzież wyrażania swojej opinii, która g... kogoś obchodzi, ale może ktoś taki jeszcze się znajdzie. Tak, jak i to, że ktoś ma, lub nie ma konta na tym czy innym  portalu.


sobota, 19 marca 2016

Czym jest patriotyzm?

            Wiem, że generalnie to nie pora i czas, na dywagacje o patriotyzmie, bo byłby to lepszy temat gdzieś na okolice 3 maja, 11 listopada, albo chociaż 1 sierpnia. Jednak przy okazji tworzenia pewnej strategii opracowywanej na zajęciach. właśnie mieliśmy to, jak połączyć dwie koncepcje. Czytaj patriotyzm i koncepcje społeczeństwa obywatelskiego. Dwie w sumie przeciwstawne sobie koncepcje. Patriotyzm jednak zawsze kojarz się z prawą stroną światopoglądową. Społeczeństwo obywatelskie, to już bajka bardziej na lewo. Jednak gdyby się uparł znalazłby całą masę implikacji, które z jednej strony są absurdalne, z drugiej coś w tym jest.

niedziela, 6 marca 2016

Rzecz o czytaniu książek

         Wszyscy jak jeden mąż, co jakiś czas mówią  o czytaniu lektur, że są nudne, że pisane językiem niedostosowanym do realiów. Co jakiś czas można coś takiego przeczytać. Wiem jak to jest, bo szkołę skończyłam prawie 5 lat temu, zasadniczo niedawno. Czytanie lektur do przyjemności nie należy i to nie zależnie, czy ktoś lubi, czy nie lubi obcowania z książką. Również nie zależy od tego, czy ktoś  czyta i "zjada" powieści takie Paulo Cohelo, czy też nie. Zanikające czytelnictwo, być może jest znakiem naszych czasów, chociaż rozwój techniki, wcale nie musi oznaczać wyparcia, czegoś takiego, jak książka. Może je jednak trochę zmodyfikować, to znaczy poprzez e-booki, lub audiobooki. Z samym faktem, że ludzie nie czytają, jest trochę jak z masturbacją, czyli bywa i tak, ale nikt otwarcie ci tego w oczy nie powie, bo nie wypada i człowiek boi się, co ludzie powiedzą. 

niedziela, 28 lutego 2016

Każdy był młody i głupi, czyli o gimbusach słów kilka

             Jakoś na fali wszelkiej maści materiałów, jakie przychodzi mi przeglądać, oglądać i czytać zawsze, ale to zawsze rzuca mi się w oczy jeden mały niuans. Mianowicie fakt, wiecznego narzekania na młodsze pokolenie. Szczególnie ze strony osób bardzo starszych, lub też takich które same jeszcze niedawno miały tyle lat co ci, których krytykują. Trochę, tak jakby właśnie dostali amnezji i zupełnie byli oderwani od tego, jak życie młodych ludzi wyglądało za ich czasów. 

piątek, 26 lutego 2016

Pod kloszem

             Jakoś tak mnie tknęło, by coś napisać. Akurat przeglądając Internet zdałam sobie sprawę, z tego, jak znajduję się w głębokiej dupie. Tak został mi ostatni semestr studiów i pisanie pracy. Jakby tego było mało niezaliczone FCE z poprzedniego roku. Jednak okazuje się, że te dwie rzeczy, nie są wcale takie najgorsze. Wcale nie.

piątek, 19 lutego 2016

A ty, co poświęcisz dla swojej pasji ?

          Dwa lata temu na swoim poprzednim blogu napisałam post na temat sprzedawania się poprzez pasję, a właściwie o odcinaniu kuponów od tego co się lubi robić. Właściwie miałam zamiar go wrzucić, ale stwierdziłam, że zostawię go na inną okazję. Zdarza mi się przeglądać dość często Internet, właściwie to bardzo dużo Internetów. Wszyscy wkoło są zainspirowani i pełni pasji. Abstrahując od tego, że trochę tego nie łykam, może nie jestem osobą zbyt zainspirowaną. Nie wiem i nie wnikam. Jedno co mnie zainteresowało to wszelkie wyznania vlogerów czy innych blogerów w temacie swojej pasji. Między innymi takie, że właśnie dla swojej pasji z czegoś zrezygnowali na przykład z pracy lub studiów, by podobno móc się rozwijać. 

Dojrzałość rzecz (bardzo) względna

               Dojrzałość ma to do siebie, że najczęściej osiąga się ją w wieku lat 18. To taka magiczna data graniczna, kiedy podobno nabieramy dorosłości i jesteśmy na tyle dojrzali, że możemy głosować w wyborach i podejmować własne decyzje. Tymczasem okazuje się, że jest pewien haczyk, bo przecież, 3/4 rzeczy jest bardzo względna. Pewne są tylko śmierć i podatki. 

               No i tu można byłoby zacząć wywód. W wieku lat 18-tu zazwyczaj większość z nas chodzi, albo chodziła do szkoły średniej. Nic, że nabieraliśmy pełnie praw publicznych, jednak system edukacji takich ludzi traktuje, jako dzieciaki. Przecież dorosły uczeń (czasami 20 letni) nie może sam usprawiedliwić sobie nieobecności, bo musza za niego zrobić to rodzice.  Szczerze, dla mnie zawsze wydawało się to zgoła dziwne, bo przecież taka osoba teoretycznie sama o sobie decyduje. Większość 20 latków, będących już na studiach sama załatwia swoje sprawy.

środa, 17 lutego 2016

Mam kota na punkcie kota

           Od dziecka miałam zwierzęta w domu, niezależnie, czy mieszkaliśmy w mieszkaniu, które miało niecałe 40 m/2, czy też kiedy mieszkamy w domu. Zawsze a to rybki, a to kiedyś dawno świnka morska, potem był też pies. Psa miałam 10 lat, ale niestety zszedł na raka. Potem był okres kiedy długo, bo ponad 1,5 rok nie było w moim życiu żadnych zwierząt. Dopiero po przeprowadzce do domu pojawił się kot. Mam też psa, ale o tym również innym razem. Właśnie dzisiaj będzie o kocie, bo 17 luty to Dzień Kota.

poniedziałek, 15 lutego 2016

6 powodów dla których nie zostanę vlogerką

            To będzie jeden z tych postów pisanych pod wpływem jakiegoś materiału artykułu na temat polskich autorek video blogów. Między innymi były tam podnoszenie kwestii dotyczącej hejterów i seksizmu. Sama też oglądam sporo vlogów, tych bardziej i mniej znanych. Być może zrobię za jakiś czas listę tych ulubionych. 
      Ja chyba nie byłabym w stanie prowadzić czegoś takie. Moja kuzynka stwierdziła kiedyś, że skoro chciałabym robić coś z dziennikarstwem to powinnam pomyśleć o założeniu vloga. Szczerze jestem bardzo sceptyczna. Nie chodzi nawet o kwestie dotyczące takich spraw, jak montowanie czy sprzęt. Ludzie nagrywają vlogi telefonami i są one świetne. Po za tym jeśli idzie o względy techniczne obróbkę, zapewne nauczyłabym się tego w kilka dni, albo za jakiś czas. Jednak ja mam zupełnie inne opory jeśli chodzi o coś takiego ja prowadzenie vlogów. Mogą wydać się prozaiczne, ale chociaż myślałam, żeby kiedyś spróbować i tak nie prędko lub wcale się tego nie podejmę z kilku powodów:

niedziela, 14 lutego 2016

Kocha się cały czas, a nie tylko w roku raz

Dzisiaj będę nudna i będę oklepana, ale będzie o Walentynkach, które akurat w dniu dzisiejszym mają okazje wypadać. Będąc szczera nigdy nie przepadałam za tym "świętem". Właściwie tak, jak za kilkoma innymi.  Nie wiem, może dlatego, że miłość została sprowadzona do serduszek, pluszowych misiów, kwiatków i innych pierdół, które z tej okazji można komuś podarować.


sobota, 13 lutego 2016

Nie lubię Ameryki, ale uciec od niej się nie da


Mówisz, że nie lubisz Ameryki i można bez niej żyć
Po obudzeniu ubierasz Jeansy
Co rano zakładasz na nogi Conversy
Plecak masz z Adidasa
Włączasz laptopa Amerykańskiej firmy
Z równie Amerykańskim Windowsem

wtorek, 9 lutego 2016

Te złe i niedobre korepetycje

           Znów będzie o szkole. Jednak nie będą to typowe wspominki, bo to już byłoby za dużo. Generalnie pomyślałam, o temacie, który podsunął mi się jakiś czas temu. Właśnie dziwi mnie, że nie pisałam o tym, jeszcze czasach pi-raz-drzwi. Teraz tylko utwierdziłam się w tym, że warto o nim napisać. Fakt, szkołę skończyłam prawie 5 lat temu, ale jest taki temat, który niepodzielnie od lat pokutuje w szkole. Jedni uważają, że to dobrze inni, że źle. Mianowicie korepetycje. Nauczyciele są podzieleni, rodzice trochę mnie, co do ich zasadności. Szczególnie teraz na kilka miesięcy przed wszelkimi egzaminami, chociaż głównie dotyczy to matury. Nic, że lubię mają 3-4 lata na zorientowanie się, że są słabi z danego przedmiotu. Dopiero jak zaczynają oblewać próbne matury,to zaczyna do nich dochodzić, że mają problemy. Tak było kiedy chodziłam w liceum na matematykę, czy teraz kiedy znów chodzę na dodatkowy angielski. Najlepsze jest to, że ludzie  nie zdają i całą winą za niepowodzenie obarczają korepetytora, który miał ich nauczyć. Takie przypadki tech chodzą po ludziach.  Nic, że zgłosili się nie w czas i jeszcze mają pretensje, zamiast pomyśleć o tym rok lub dwa wcześniej. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Po co się starać

         Tak zasadniczo chodzi to za mną od co najmniej kilku dni. Nie wiedziałam, czy o tym pisać, czy sobie darować, bo znowu napiszę coś, czego nikt nie przeczyta. Ostatnio mam taki zjazd, jeśli można to tak właśnie określić. Nie chcę wnikać w szczegóły. Chodzi o to, ze zastanawiam się nad sensem czy warto się starać. Przecież na każdym kroku ludzie podcinają skrzydła, bo zawsze będzie jakieś, ale. Mam wrażenie, że w moim przypadku podcinanie skrydeł, to jak chleb powszedni. Nie powiem odbija się to na mnie bardzo, bo moja samoocena odkąd pamiętam to jedno wielkie dno i kupa mułu. Tak znowu smęce, wiem. Zawsze byli lepsi, zdolniejsi, a ja po latach stwierdzam, że byłam takim dzieckiem mało zdolnym, ale pracowitym.

piątek, 5 lutego 2016

Aleksandra Marta- O imionach słów kilka

               Jakoś tak mi się właśnie nasunęło do głowy całkiem ciekawy temat dotyczący posiadania dwóch imion. Jako posiadaczka właśnie dwóch imion w dowodzie uważam, że jest to i fajna rzecz i czasami utrapienie.Jednak po kolei.  Generalnie nawet lubię to zestawienie. Jeśli chodzi o moje imię, to kiedyś go nie lubiłam. Kiedyś czytaj w gimnazjum. Polubiłam je dopiero w liceum. Co muszę przyznać, było jedną z niewielu dobrych rzeczy wyniesionych ze szkoły średniej. Zaczęłam się podpisywać pełnym imieniem, bo stwierdziłam, że w liceum nie mogę podpisywać się Ola, tylko wypadałoby Aleksandra. W końcu jakby nie było, to byłam już prawie dorosłą osobą, a do pewnych rzeczy w życiu trzeba się przyzwyczajać.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Haters gonna hate

        Swego czasu obejrzałam dokument na temat hejterów. Osób, które "trudnią" się obrażaniem ludzi w sieci, podsyłając im obraźliwe maile czy komentarze, a czasami także nagabując w sieci ich znajomych. W Polsce może nie jest, to aż tak rażąc zjawisko co nie oznacza, że go nie ma. Hejterzy często bronią się twierdząc, że oni tylko wyrażają swoje zdanie. Tylko chyba jest mała różnica, między wyrażaniem swojego zdania, a obrażaniem innych. 

Studniówka- jedyny taki bal

         Zawsze od pięciu lat o tej porze nachodzi mnie taka refleksja. Od mojej studniówki minęło właśnie tyle lat. Czasami na You Tube podglądam filmiki ze studniówek, z taką lekką zazdrością, że moja tak udana nie była. Owszem miałam może fajną fryzurę i równie fajną sukienkę, do dzisiaj uważam, że moja sukienka studniówkowa była zajebista, teraz tylko wisi w szafie, bo nawet nie wiem czy wcisnęłabym się w to cudo. To były takie dobre aspekty tamtego okresu.

sobota, 30 stycznia 2016

Like a Barbie doll, czyli słów kilka o ideale piękna

       Ostatnio w mediach poszła informacja o tym jakoby do obiegu miała zostać wprowadzona do obiegu lalka Barbie, która swoimi wymiarami i posturą ma przypominać, przeciętną kobietę, wysoką, niską, biodrzastą. Tym samym firma, która od wielu dekad słynie z jej produkcji, chce pokazać inny wymiar jakże znanej lalki. Taki, któremu trochę bliżej do prawdziwej kobiety

czwartek, 28 stycznia 2016

Indeks- symbol studenta, czy niepotrzebny relikt przeszłości

         Jakoś tak nie pisałam, bo sesja, jak przystało niszczy studentów, więc i temat będzie iście studencki. Nic, że w tym momencie powinnam pisać pracę zaliczeniową. Stwierdziłam, że ta poczeka. Temat może wydać się komuś głupi i jałowy, ale ostatnio krąży po mojej głowie, jak widmo komunizmu nad Europą. Ktoś napisał mi ostatnio, że powinnam się inspirować, a pozornie absurdalne rzeczy mogą wydać się jeszcze bardziej inspirujące, niż to co  faktycznie powinno inspirować. Dlatego stwierdziłam, że esej nie zając i coś też i tu naskrobie. Ostatnio jak popisałam tutaj, to potem nawet esej się lepiej pisało. Tak się jakoś złożyło, że postanowiłam napisać coś o studenckiej papierologii. A jak papierologia na studiach, to i indeksy. Te ostatnio mnie i wielu moim znajomym i kolegą napsuły krwi. A wszystko przez to, że po raz kolejny zmienili nam ich sposób wypełniania. Nic, że dowiedzieliśmy się o tym, jak już zebraliśmy parę wpisów, ale co tam, jak to mówią to są studia i bajzel musi być. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Uczymy się przez całe życie

 Ostatnio bazowałam na swoich starych tekstach, ale stwierdziłam, że coś napisze, póki mam inspiracje i mi się chce. Jakoś tak się złożyło, że ojciec poruszył w domu kwestię tego, że jak to możliwe, że 80-latek studiuje medycynę, przecież do tego trzeba mieć głowę i pamięć. W sumie kiedyś to bym mu się nie dziwiła, bo nauka była domeną ludzi młodych, takich w moim wieku. Teraz już niekoniecznie, bo przecież nigdy nie jest za późno, żeby nauczyć się czegoś, chociażby dla samego siebie i własnej satysfakcji.

wtorek, 19 stycznia 2016

Najgorszy student, to sfrustrowany student

         Tym razem będzie o sfrustrowanych studentach. Naszło mnie na ten post po mojej ostatniej rozmowie z koleżanką, która żaliła się, że nie idzie jej na studiach i, że w sumie żałuje dokonanego wyboru. Takich ludzi jest cała masa. Są to w większości ci ludzie, którzy poszli na jakiś kierunek, który ich nie interesuje dla papierka, bo po tym jest robota. Potem płaczą, że sesja ich uwiera, a oni sami muszą zbierać na warunki, no bo przecież.

niedziela, 17 stycznia 2016

I ty możesz zostać celebrytą

źródło:Flickr

            Jednym ze słów, jakiego bardzo nie lubię, nie lubię jego brzmienia, jest słowo celebryta. Niby od celebry, ale kogo tu celebrować, ja się tak lojalnie pytam? Ludzi, którzy się lansują głupotą, posiadaniem kasy, u których czasami mam się wrażenie, zdrowy rozsądek poszedł w pizdu spać. Celebrytą może, zostać każdy, kto ma jakiś pomysł, albo pieniądze Ile razy zaglądam na jakieś pseudo celebryckie portale, których nie będę wymieniać, tyle razy zastanawiam się jakim cudem przynajmniej 70% tych powiedzmy "gwiazd" nimi się stało. W dzisiejszym dziwnym i niepokojąco głupim świecie jest tak, że wystarczy coś robić, żeby nim się stać. 

sobota, 16 stycznia 2016

Gdzie się podziały moje talenty?

                 Często jak tak sobie siedzę myślę, albo oglądam innych i słyszę, że ktoś, jaki sukces i nie tylko ten sportowy (bo mamy okres olimpijski). Ja tak odkąd pamiętam szukałam w sobie jakiś talentów. Za to mam z tego powodu, mówiąc kolokwialnie, ogromny ból dupy. Może też, dlatego, bo moje otoczenie, czyli najpierw moja paczka, z którą się trzymała, potem inni ludzie, których napotkałam na swojej drodze je posiadali. A ja ? Nie dość, że niepełnosprawna, to jeszcze nie mam żadnych talentów. Właściwie do tej pory znaleźć ich nie mogę. Kiedy nawet pytam mamę, jakie mam talenty, to ona nigdy nie była w stanie mi tego powiedzieć. Ja sama mam też z tym problem. Pewnie wiele, okazji zostało zaprzepaszczonych, no, bo przecież, na co ci to? Jak mawiali czasem moi rodzice.

piątek, 15 stycznia 2016

Człowiek nie jest bezludną wyspą- czyli o tym, że nie da się żyć bez ludzi, chociaż z nimi też bywa trudno

           Właściwie po raz kolejny w tym tygodniu mam zamiar wrzucić swój kolejny stary tekst z poprzedniego bloga. Wiadomo tamtego już nie ma, ale generalnie są teksty, które uważam, że zasługują na uwagę i warto dać im jeszcze szansę. Właściwie w najbliższym czasie mam zamiar bazować na starych tekstach. Wiadomo sesja za pasem, a bloga  prowadzić trzeba. Poza tym stwierdzam, że treść jakby dalej jest aktualna. Właściwie to czasem mam wrażenie, jakbym w pewnych kwestiach stała  tym samym punkcie.

środa, 13 stycznia 2016

Ciemna Strona You Tube

            
Autor : Christian Schnettelker


              Dzisiaj mnie tknęło, co by zarzucić, jakimś starym tekstem swojego autorstwa, jeszcze sprzed 3-4 lat, z czasów pi-razy-drzwi.Odmęty końcówki 2012 roku. Oglądałam film, na temat dzieci na You Tube i pomyślałam, że może to nie jest takie głupie, by ponownie objawić swój tekst w tym oto temacie. Tym bardziej, że to zjawisko coraz to bardziej się nasila. Natomiast filmy tworzą już nawet 7-8 latki, co może przerażać i budzić pytanie "Gdzie do diabła są rodzice tych nielatów". Sam tekst jest trochę przeterminowany, ale ogólne sedno myślę nadal jest aktualne. Mam wrażenie, że nawet aż za bardzo. Nie no OK, generalnie jeśli dla dzieciaka to jest pasja, a rodzic ma nad tym kontrolę to czemu nie, jednak w znakomitej raczej nie sądzę, że tak jest. 

wtorek, 12 stycznia 2016

O czasach szkolnych słów kilka

              
autor: Avolore
            Ten post będzie czymś w sylu gorzkie żale humanistki. Będzie trochę smętnie, tak jak i bywało na moim poprzednim blogu (pi-razy-drzwi). Jednak zupełnie naszło mnie od czapy na ten post. Dość często bywa, że myślami wracam do lat szkolnych. Czasami myślę, że za często. Tym bardziej, że raczej myśli, jakie posiadam odnośnie 12 lat edukacji nie są z gruntu rzeczy wspomnienia miłe.

niedziela, 10 stycznia 2016

O pomaganiu słów kilka

           
źródło: Gocredit

              Postaram się w miarę krótko i zwięźle. Dzisiaj z racji, że mamy naszą narodową zbiórkę to muszę powiedzieć, że i ja postanowiłam bardziej czynnie przyłączyć się do akcji. Jakoś tak wyszło, że po raz kolejny w tym sezonie gdzieś pomagam coś robię. Nawet muszę przyznać, jest mi miło, że mogłam pomóc. Dzisiaj poszłam w ramach wolontariatu pomóc w organizacji finału w moim mieście. Tak wyszło, że na zbierającego się nie załapałam, bo przeoczyłam termin. Chociaż z drugiej strony nie miałam co się martwić, o to  z kim pójdę tą kasę zbierać, bo nie wiem z kim by było. Trochę pomogłam za to organizacyjnie, czyli w zasadzie byłam w swoim żywiole. Owszem jeśli chodzi o kwestowanie, też kilka razy brałam udział. Dokładnie to dwa było to kolejno 6 i 7 lat wstecz temu. Przyznam, że to było o tyle ciekawe doświadczenie, że po raz pierwszy był bardzo przydatnym fakt, że wyglądam na młodszą, niż jestem. Zawsze działało to szczególnie na starszych ludzi, którzy wrzucali do puszki, stwierdzając "Ty jesteś najmłodsza, to tobie wrzucę".  Żałuje tylko, że nie wylicytowałam jakiegoś gadżetu, bo większość które by mnie interesowała była poza moim zasięgiem. Tak czy inaczej spędziłam dzisiaj cały dzień udzielając się w jakiś sposób charytatywnie.

piątek, 8 stycznia 2016

Drobna refleksja nad przyszłością

               Jako, że jeszcze mam ferie świąteczne, to i jakby powinnam mieć więcej czasu, co by ogarnąć własne prywatne życie. Tutaj należałoby zrozumieć chociażby to że zrobię kilka rzeczy na zajęcia. Jak bardzo trzeba być naiwnym, to chyba wiem tylko ja, bo nie byłam w stanie nic konkretnie ruszyć przez prawie 4 tygodnie. Zauważyłam, że ogólnie w tym semestrze motywacja to towar deficytowy. Jakoś nie mogę się przekonać, że moja nauka i ciężka prawa, żeby przyzwoicie studia skończyć na coś się zdadzą. Od ich początku niemal jestem dźgana tym, że po moich studiach ciężko o pracę. Dopóki były jakieś tam marzenia o tym by zająć się zawodowo pisaniem, to jakoś mnie to nie ruszało. Jednak tak od kilku miesięcy już nie jestem taka skora i opytmistyczna.

Autoterapia

Pisanie to jedna z tych rzeczy, która przez lata szybko mi nie zbrzydła po tygodniu i która sprawia, że bawię się w to po dziś dzień. Właściwie cała moja przygoda zaczęła się dokładnie 10,5 roku temu. Początkowo z nudów, bo komputer szlag trafił. Zaczęłam pisać pamiętnik. Właściwie próbowałam to robić, już ze dwa lata wcześniej, ale na wpisie startowych cała historia się skończyła. Do pisania postanowiłam się zabrać latem zaraz po tym, jak skończyłam podstawówkę. Miało mi wtedy to pomóc w oswojeniu strachu przed gimnazjum, który jak diabli mi wtedy towarzyszył. Myślałam, że po wakacjach to się skończy. Jak widać bardzo się myliłam, bo do dzisiaj piszę.
 Kiedyś to były zeszyty. Te pierwsze poszły w komin, kiedy zaczęłam przepisywać je na komputer. Właściwie z tamtego okresu został mi tylko taki pamiętnik, jak te gdzie wpisywali się znajomi. Akurat wtedy stwierdziłam, że na moje pisanie też będzie spoko.   Potem pisałam gdzie popadnie na kartkach, byle potem wyrzucić i przepisać. W zeszyty pisać zaczęłam znowu gdzieś w I licealnej. Od tamtej pory, czyli jakoś początku 2009 roku nazbierało się tego coś koło  15-20 zeszytów. Chomikuje u siebie cały karton tego.  Dość sporo, w większości są to te zapisane w ostatnich kilku latach. Właściwie to pisanie przynosi mi nawet radość, czasami po prostu mogę z siebie wyrzucić te tony myśli, jakie przewijają się przez głowę.

środa, 6 stycznia 2016

Najlepszym planem jest brak planów

            W dzisiejszym dni piszę po raz kolejny. Pierwszy post był o 5-ej rano, więc powiedzmy, że jakby wczoraj. Poza tym korzystam z okazji, że mam wenę. Mniejszą, większą, ale zawsze.  Być może to co teraz powiem będzie odrobinę przeterminowane, ale jakoś tak mnie naszło, by o tym powiedzieć. Jako, że mamy od jakiegoś tygodnia okres Noworoczny. Już jak tylko karp zostanie zjedzony wszyscy wkoło planują, że schudną, rzucą palenie, albo będą więcej czytać. W sumie nic w tym złego. Już od połowy grudnia można zapisywać się na wszelkiej maści wydarzenia na facebook w stylu "W 2016 roku znajdę sobie męża". Plan, jakże ambitny, pytanie czy w wielu przypadkach wykonalny? To pytanie raczej zadać należałoby osobom, które się tego podejmują. Ewentualnie biorą w tym udział dla przysłowiowej beki. Nie mnie to oceniać.

Nowy początek

           W nocy rodzi się najwięcej ciekawych pomysłów, ale to podobno. Chciałabym w to wierzyć.  Żeby nie było,   nie jest to mój pierwszy blog, ale prawdopodobnie nie mam co robić ze swoim życiem, więc postanowiłam marnować je właśnie przed kompem. Kiedyś myślałam, że u mnie coś z tego pisania będzie. Później przestałam, poprzedniego bloga pisanego 3 lata skasowałam. Ten pewnie też znudzi mi się po tygodniu, bo zupełnie zabraknie mi pomysłu. Jednak spróbuje, może będzie to mój pierwszy blog od lat, który będę mogła pokazać rodzinie i znajomym, choć pewnie i tu spotkam się z kontrowersjami, jak mogę o czymś pisać. Poza tym ze strony znajomych tego typu działania zwykle wiązały się z krytyką, nawet wtedy gdy owe nie były zupełnie związane z czymś kontrowersyjnym. Także ten wątek jeszcze przemyślę.