piątek, 8 stycznia 2016

Autoterapia

Pisanie to jedna z tych rzeczy, która przez lata szybko mi nie zbrzydła po tygodniu i która sprawia, że bawię się w to po dziś dzień. Właściwie cała moja przygoda zaczęła się dokładnie 10,5 roku temu. Początkowo z nudów, bo komputer szlag trafił. Zaczęłam pisać pamiętnik. Właściwie próbowałam to robić, już ze dwa lata wcześniej, ale na wpisie startowych cała historia się skończyła. Do pisania postanowiłam się zabrać latem zaraz po tym, jak skończyłam podstawówkę. Miało mi wtedy to pomóc w oswojeniu strachu przed gimnazjum, który jak diabli mi wtedy towarzyszył. Myślałam, że po wakacjach to się skończy. Jak widać bardzo się myliłam, bo do dzisiaj piszę.
 Kiedyś to były zeszyty. Te pierwsze poszły w komin, kiedy zaczęłam przepisywać je na komputer. Właściwie z tamtego okresu został mi tylko taki pamiętnik, jak te gdzie wpisywali się znajomi. Akurat wtedy stwierdziłam, że na moje pisanie też będzie spoko.   Potem pisałam gdzie popadnie na kartkach, byle potem wyrzucić i przepisać. W zeszyty pisać zaczęłam znowu gdzieś w I licealnej. Od tamtej pory, czyli jakoś początku 2009 roku nazbierało się tego coś koło  15-20 zeszytów. Chomikuje u siebie cały karton tego.  Dość sporo, w większości są to te zapisane w ostatnich kilku latach. Właściwie to pisanie przynosi mi nawet radość, czasami po prostu mogę z siebie wyrzucić te tony myśli, jakie przewijają się przez głowę.




Właściwie to w pewnym momencie mojego życia pisanie nawet stało się pasją. Taką rozwijaną po cichu, bo żeby ludzie się nie śmiali. Z pewnych względów owa pasja też przeczyła, temu że mam pewną bardzo „modną” przypadłość. Tak jakby można to powiedzieć. Na tyle, że przez dość długi okres swojego życia chciałam zająć się może pisaniem, jako sposobem na życie. Jednak rok temu coś we mnie pękło i powiem szczerze, że stwierdziłam, że to nie dla mnie. Było to, akurat wtedy, gdy skasowałam bloga, który zamiast mnie cieszyć, zaczął po prostu być dla mnie jak ciężarek u szyi. W sumie tych blogów też miałam kilka, kilkanaście. Tylko jakoś nie szczególnie udawało mi się porwać czytelników, żeby czytali. Może to było takim impulsem, że dziennikarzenie, to jedna nie dla mnie.
Mam takie trochę mieszane uczucia. Jeśli chodzi o blogi to od 2007 roku było ich w sumie kilkanaście inne osobiste mniej, lub bardziej. Jeden stał się też niczym miecz obosieczny, ale to długa historia, której jakoś nie chcę opowiadać. Może kiedyś.  Próbowałam też dwa razy pisać o muzyce, ale po czasie zorientowałam się, że to jednak słaby pomysł.  Teraz znowu piszę bloga takiego bardziej o życiu. Wiem w dobie tych wszystkich blogów, takich cudownych, zawodowych i motywacyjnych, mój raczej by się nie "sprzedał". Nie potrafię być hura optymistką. Przecież pisanie w tonie pesymistycznym, jest takie passe. Dlatego też stwierdzam, że żywot tego bloga . może zbyt długo nie potrwać.
Mimo tych wszystkich narzekań, są jednak w tym wszystkim rzeczy, jakie dało mi to pisanie. Na pewno pierwszą taką rzeczą jest fakt, że dużo łatwiej wyrażać mi siebie na piśmie. Jest to niezwykle przydatne, bo łatwiej sklecić mi kilka zdań na dowolny temat. Natomiast w momencie, kiedy mam do napisania coś większego, to wtedy też jest jakby trochę prościej.  Styl pisania jest daleki od doskonałości. Właściwie całkiem mu daleko. Nawet zdarzyło mi się, że ktoś napisał, że są nastolatki, które piszą lepiej ode mnie. Pewnie stąd też wzięła się moja rezygnacja. Skoro głupim blogiem, nie potrafię kogoś porwać.
 Inną rzeczą jest też to, że odkąd piszę pamiętnik, to łatwiej mi połapać się w wydarzeniach z mojego życia. Jestem w stanie powiedzieć, co robiłam 5 lat temu tego samego dnia. Owszem często też zaglądam z nudów do starych zapisków, ale właściwie sporo mi to dało. Rodzina to nie może się nadziwić, skąd ja tyle zapamiętuje. Ja natomiast nie zdradzam skąd to, bo to głupie. Poza tym pisanie pamiętników kojarzy się raczej z ludźmi, którzy niekoniecznie ogarniają własne życie i mają problem sami ze sobą. W moim przypadku chyba trochę tak właśnie jest. Pewnie w oczach wielu osób, ta moja pisanina wygląda po prostu głupio.  Ja jednak robię to nadal, bo to w sumie mi pomaga i też pełni role takiego hobby. Przecież nikt nie mówi, że hobby musi być zaraz mądre. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz