piątek, 15 stycznia 2016

Człowiek nie jest bezludną wyspą- czyli o tym, że nie da się żyć bez ludzi, chociaż z nimi też bywa trudno

           Właściwie po raz kolejny w tym tygodniu mam zamiar wrzucić swój kolejny stary tekst z poprzedniego bloga. Wiadomo tamtego już nie ma, ale generalnie są teksty, które uważam, że zasługują na uwagę i warto dać im jeszcze szansę. Właściwie w najbliższym czasie mam zamiar bazować na starych tekstach. Wiadomo sesja za pasem, a bloga  prowadzić trzeba. Poza tym stwierdzam, że treść jakby dalej jest aktualna. Właściwie to czasem mam wrażenie, jakbym w pewnych kwestiach stała  tym samym punkcie.


źródło : https://pixabay.com/pl/niesamowite-pi%C4%99kny-736877/



              Jakoś tak mnie naszło. Chociaż w tym roku, jakoś nie miałam okazji poużalać  się nad sobą, a przynajmniej nie było tego tyle ile jeszcze przed rokiem. To naszła mnie taka myśl dzisiejszego wieczora. Być może nie nowa, jeśli chodzi o bloga, ale przecież jak coś myślę to muszę o tym mówić. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że człowiek jak większość ssaków i innych zwierząt, jest zwierzęciem stadnym i żeby przetrwać potrzeba jest grupy.
             Na początku rodzina, wiadomo mama, tata i inni. Jednak z czasem przychodzi też taki czas, że potrzebujemy kogoś bliskiego. Kogoś takiego z kim można spędzać swój czas, wygadać się i mieć kogoś kto pomoże. W moim przypadku bywało z tym różnie, z różnych powodów była odtrącana przez rówieśników, czasami z czysto prozaicznych powodów, czasami z tych co do których nie miałam w pływu. Jak chociażby to, że jeszcze tak lat 10 wstecz moja głowa była nieadekwatnie większa od reszty ciała, czy to że nie byłam sprawna tak jak inni rówieśnicy, że bardziej uważałam i zachowywałam się rozsądniej, ze względów bezpieczeństwa. To wszystko stanowi  oczywiście pokłosie choroby, na którą hipotetycznie choruje.
             Teraz wydaje się to takie oczywiste, ale dla kilkulatki nie za bardzo. Chociaż też stosunek otoczenia do pewnych spraw,  zraził mnie do chociażby mówienia o swojej chorobie. Owszem miałam swoją przyjaciółkę, nawet swoją ekipę, zawsze było fajnie urodziny, wakacje i inne okazje, jakby pomyślał i zebrał wszystko do kupy to byłoby tego trochę. Miałam też za sobą dość toksyczne znajomości, które niszczyły mnie mentalnie, tak jakby nie wystarczająco już kiedyś skopał sprawę. Nadal miałam swoich przyjaciół bywało różnie, ale coś zaczęło się kruszyć. Jedna z przyjaciółek stwierdziła, że nie jestem dla niej zbyt wartościowa, bo nie maluje się i się modnie nie ubieram. Ludzie którzy mnie otaczali też wcale mi nie ułatwiali życia, zawsze znalazł się powód żeby stać się kozłem ofiarnym, albo ofiarą docinków ze strony innych Moja ex przyjaciółka, sama kiedyś była odtrącona przez innych, a potem zrobiła to samo ze mną. Mimo, że od tamtej pory minęło już prawie 8 lat, ja nadal czuje żal i nadal boli mnie to tak samo, kiedy jeszcze zdarza mi się do tego wracać. Ktoś się pocieszył miał mnie, jak było źle, a potem poszłam w odstawkę.


              Chociaż zmieniłam środowisko i to ze dwa razy w ciągu tego czasu, nikogo nie mogę nazwać przyjacielem, co najwyżej dobrym znajomym, nawet tą dwójkę, z którą do dzisiaj mam gdzieś tam czasami kontakt. Na moją byłą już przyjaciółkę najchętniej rzuciłabym klątwę. Ktoś powie, że jestem wredną suką, być może. Jednak nie mówię tego bez powodu i chociaż zmieniłam swoje nastawienie i nie żywię czystego antagonizmu do ludzi, to wyjątkowo jak widzę jej osobę, to zaczynam się w środku niemalże gotować.      Wiele osób robiło mi krzywdę i czasami ciężko otworzyć mi się na innych. Staram się. Wiadomo nie zawsze jest różowo. Kiedy mówię, że nie mam przyjaciela, czy kogoś komu się chcę wygadać, czy po prostu iść na spacer, do kina czy robić cokolwiek. W domu słyszę, że moi rodzice też nie mają przyjaciół. Do ojca czasami przyjdzie znajomy, a mama ma ludzi w pracy. Tylko, że oni już swoją młodość przeżyli i to dużo bardziej ekscytująco niż ja do tej pory swoją. Ja mam wrażenie, że przez wiele względów część swojej młodości zmarnowałam.

                Zawsze na zdjęcia moich koleżanek z ich imprez patrzyłam z taką trochę zazdrością. Kiedy byłam młodsza marzyłam o 18-tce takiej, jak miała moja kuzynka, na 30 osób. Niestety u mnie w tamtym czasie nawet nie nazbierałby tyle, a i tak to co było wykruszało się n kilka dni przed. Przez wiele lat ludzi z którymi można pogadać zastępował mi pamiętnik i blog. Szczególnie w tym najgorszym okresie kiedy czułam się najbardziej bezradna w tym wszystkim. Dzięki blogowi poznaje ludzi. Ludzi których pewno nie będzie mi dane poznać w tym prawdziwym życiu. Przyznam, że w zmianie pomogła mi samodzielność, pójście na studia. Zupełnie inaczej odbieram dzisiaj świat. Chociaż z natury jestem introwertyczką, to stwierdzam, że potrzebuje kontaktu z ludźmi. Kiedyś chciałam wyprzeć to wszystko, że tak nie jest, ale to tak niestety nie działa.
       Spotkałam w ostatnim czasie, kilku lat na swojej drodze wielu ludzi. Część to tylko przelotne znajomości, a inni to ci, którzy są ważni. Zdarza mi się zaniedbywać te znajomości, bo czasami po prostu nie mam czasu, szczególnie teraz. Jednak niektóre z nich zdecydowanie wpłynęło na to jak postrzegam świat. Nie zawsze jest różowo, bo bywa, że jak przychodzi co do czego nie ma nikogo. Ostatnio jestem jakoś pozytywnie nastawiona do ludzi. Zwykle o tej porze roku, czyli przed świętami dostawałam doła na myśl, że moje życie ciągle jest takie samo. Na myśl o Sylwestrze zawsze dostawałam apopleksji. 
      
    Ostatnio tchnęło we mnie to, że jednak los czasami musi się odmienić. Mój odmienia się bardzo powoli, ale może kiedyś odmieni się na lepsze. Może kiedyś uwolnię się na dobre od negatywnych wspomnień związanych z tym co było kiedyś i pomyślę, z ulgą "jak dobrze, że już minęło". Być może kiedyś tak będzie, nie mówię dzisiaj czy jutro, może za kilka lat. Jednak na to niestety nikt nie jest w stanie dać mi odpowiedzi. Być może z mojej strony jest to na swój sposób naiwne, ale cóż chcę chociaż przez moment łudzić się, że kiedyś będzie naprawdę lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz