sobota, 16 stycznia 2016

Gdzie się podziały moje talenty?

                 Często jak tak sobie siedzę myślę, albo oglądam innych i słyszę, że ktoś, jaki sukces i nie tylko ten sportowy (bo mamy okres olimpijski). Ja tak odkąd pamiętam szukałam w sobie jakiś talentów. Za to mam z tego powodu, mówiąc kolokwialnie, ogromny ból dupy. Może też, dlatego, bo moje otoczenie, czyli najpierw moja paczka, z którą się trzymała, potem inni ludzie, których napotkałam na swojej drodze je posiadali. A ja ? Nie dość, że niepełnosprawna, to jeszcze nie mam żadnych talentów. Właściwie do tej pory znaleźć ich nie mogę. Kiedy nawet pytam mamę, jakie mam talenty, to ona nigdy nie była w stanie mi tego powiedzieć. Ja sama mam też z tym problem. Pewnie wiele, okazji zostało zaprzepaszczonych, no, bo przecież, na co ci to? Jak mawiali czasem moi rodzice.


źródło:https://pixabay.com/pl/rysowanie-dziecko-rysunek-plastyka-428383/

                  Może teraz tak się człowiek na tym nie skupia, ale jednak. Jednak chciałby być w czymś najlepszy. Zawsze miałam takie parcie. Nie powiem, że jak byłam sporo młodsza chciałam być jakąś piosenkarką, aktorką. Niestety żadnego z owych talentów nie posiadłam i jako, już starsza dziewczyna porzuciłam to. Nie nauczyłam się grać na instrumentach, a wręcz mnie do nich zrażono, już w szkole podstawowej, kiedy na siłę kazano mi się uczyć gry na flecie, chociaż ja zdecydowanie, może wolałam na dzwonkach. Zawsze byłam w tym słaba, w śpiewach też, chociaż chętnie śpiewałam, to w rzeczywistości beczałam jak koza na łące. Sport w moim przypadku, też w grę nie wchodził, ale to z wiadomych powodów. Poza tym ciśnienie na paraolimpiczyków, jest dopiero od kilku lat raptem. Rysowałam słabo, przeważnie moje prace na plastykę robiła mama, bo jakbym robiła je ja, to miałabym może raptem według tego tróję.
                  W moim przypadku dużą winą tego, że nie mam talentów, zawdzięczam szkole szczególnie podstawówce i liceum (w gimnazjum czasami jeszcze doceniali). Najbardziej do dzisiaj boli mnie to, że nie znalazł się nikt na mojej drodze, kto pomógłby mi zrealizować się, chociażby w dziedzinach w jakich byłam dobra. Ja już nawet nie wspominam o moim zapale, który świetnie zamordowało liceum, za co będę tej szkole dozgonnie wdzięczna, do mojej grobowej dechy.
              Zwykle bywało i tak, że zamiast ciągnąć dalej moje zainteresowanie, szłam do innej szkoły, gdzie takowe były brutalnie niszczone przez podejście nowego nauczyciela. Nikt ich nie rozwinął. Ciągle słyszę, że jeszcze się znajdzie. Tak znajdzie się? A to ciekawe? Pewnie jak będę miała 50 lat, o ile dożyje. Przyznaje mam na to parcie, ale mam od czasu kiedy pamiętam, już nawet nie od kilku lat. Dla mnie osoby z talentem wydawały się wyjątkowe. Ciekawe, bo robiły coś czego nie umiałam ja. Ja nie miałam żadnego i zawsze patrzyłam na to, z lekką zazdrością.
              Jak jest teraz? Piszę, ale co z tego. Chciałam rozwijać talent dziennikarski, to podcięto mi skrzydła już na starcie. Czasami mam wrażenie, że to, nikt nigdy mnie nie docenił, znacznie wpłynęło na poczucie mojej wartości, do dzisiaj wpływa. Nie powiem czuję, się gorsza chociażby z tego powodu, że nie mam żadnego talentu. W moim przypadku można odnieść wrażenie, że właśnie talent, jest tą deską ratunku, żeby zwrócić na siebie pozytywnie uwagę. Za to od małego wszelkie umiejętności przychodzą mi z trudem, a to właśnie wcześniej wspomniane dys-, a to znów bariera jaką jest sprawność fizyczna. Wszystko, co osiągnęłam jest tylko wynikiem ciężkiej pracy, której efekty nie są adekwatne do poświęconego czasu.Uświadamiam sobie to szczególnie w momentach, gdy zdaję sobie sprawę, że innym osiągnięcie tych sukcesów zajęłoby mniej czasu. To najbardziej mnie boli w tym wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz