czwartek, 28 stycznia 2016

Indeks- symbol studenta, czy niepotrzebny relikt przeszłości

         Jakoś tak nie pisałam, bo sesja, jak przystało niszczy studentów, więc i temat będzie iście studencki. Nic, że w tym momencie powinnam pisać pracę zaliczeniową. Stwierdziłam, że ta poczeka. Temat może wydać się komuś głupi i jałowy, ale ostatnio krąży po mojej głowie, jak widmo komunizmu nad Europą. Ktoś napisał mi ostatnio, że powinnam się inspirować, a pozornie absurdalne rzeczy mogą wydać się jeszcze bardziej inspirujące, niż to co  faktycznie powinno inspirować. Dlatego stwierdziłam, że esej nie zając i coś też i tu naskrobie. Ostatnio jak popisałam tutaj, to potem nawet esej się lepiej pisało. Tak się jakoś złożyło, że postanowiłam napisać coś o studenckiej papierologii. A jak papierologia na studiach, to i indeksy. Te ostatnio mnie i wielu moim znajomym i kolegą napsuły krwi. A wszystko przez to, że po raz kolejny zmienili nam ich sposób wypełniania. Nic, że dowiedzieliśmy się o tym, jak już zebraliśmy parę wpisów, ale co tam, jak to mówią to są studia i bajzel musi być. 


źródło: Ciocia Wikipedia 


      Tak przy tej okazji kiedy człowiek ze złości rwie włosy z głowy, kiedy poraz kolejny musi wypełniać indeks, bo znowu coś zmienili. Czym jest indeks? Tego nie muszę mówić. Mała zielono-czarna książeczka, na której często jest specjalna okładka z papierniczego za jedyne 4-5 złotych. Indeks, jak świat, światem kojarzy się ze studiami i przede wszystkim są, obok legitymacji, atrybutem bycia studentem. Szczególnie cenionym przez studentów pierwszorocznych, kiedy jest się białą kartą, a właściwie nie zapisanym indeksem. Później jest już odrobinę gorzej, ale to też nie jest zasadą.  O ile te pierwsze atrybuty  przeszły magiczną przemianę, z papierowych, takich jak szkolne, w format a'la karta kredytowa, co zdecydowanie ma swoje plusy, to w tym drugim przypadku czas, jakby stał w miejscu. 

      Ostatnimi czasy wiele emocji wzbudza we mnie kwestia ich wypisywania, bo nie można tego zrobić tego, jak było kiedyś. Tylko trzeba wypisywać milion rubryczek. Jakby nie wystarczająco trzęsły mi się ręce przy wypisywaniu tego symbolu studenckości. Ja rozumiem, że to był i jest symbol studiów, ale w dobie komputerów naprawdę jest to potrzebne. W dobie gdzie i tak bycie studentem nie świadczy o twojej wyjątkowości, tylko o tym, że jestem jednym z wielu, albo kimś kto nie miał na siebie lepszego pomysłu. No ale to tak, swoją drogą, żeby za daleko od tematu nie odjeżdżać. Mówiąc o tych indeksach, zawsze semestr w semestr my, wykładowcy i panie z dziekanatu z resztą też, mamy huk roboty, bo trzeba wypełniać rubryczki i ganiać, za kimś kto takowe ma wypełnić. Ja rozumiem, że jak jest podpis, to wtedy dokument jest ważny, ale czy  nie byłoby lepiej po prostu mieć same karty okresowych osiągnięć i protokoły dla wykładowców. Tylko trzeba bawić się w wypełnianie, jakiejś książeczki, której poprawne wypełnienie stanowi być, albo nie być na studiach. Ja wiem, teraz przegięłam. Jednak patrząc po naszych ostatnich perturbacjach, indeks to tylko taki detal, który jest po to, by przybić pieczątkę. Jak kończy się studia, to potem i tak nic z tego nie ma, bo wszystkie osiągnięcia są w suplementach do dyplomu (na które nikt nie patrzy, bo co komu po 5,0 z jakiegoś przedmiotu, jak szukasz pracy). Indeksy pozostają potem smutne i zakurzone, gdzieś na dnie szafy. Niby fajna pamiątka, ale jak dla mnie wystarczyłoby ksero z karty osiągnięć, jeden pies, wyszłoby na to samo. Po za tym jest ten wspomniany suplement. Zamiast tego daje się dodatkową papierologię, która nikomu nie jest potrzebna, w dobie systemów komputerowych. Kiedyś może i było to ważne, ale teraz? Raczej w to wątpię. 

        Dobrze, ja wiem, że wśród wykładowców jest wielu starej daty, ale duża część z nich mimo czasami bardzo starej daty, radzi sobie z komputerami równie dobrze co niejeden młody. Jeśli tak nie jest, zawsze mogą poprosić młodsze osoby, by pomagały w wypełnianiu tego wszystkiego w komputerach. Po za tym z tego co mi wiadomo istnieje podpis elektroniczny, który w dzisiejszych czasach jest taki sam, jak te popełniony długopisem. 

       Znam też takie przypadki gdzie to studenci chcą pozostawienia indeksu, jako symbolu bycia studentem. Jak to mówią, co kto lubi. Nie mnie to oceniać czym kierują się takie osoby. Ja wiem, że dla wielu taka książeczka, to tradycja. Tylko czasami ta tradycja doprowadza ludzi do szewskiej pasji, szczególnie wtedy gdy trzeba zbierać w nią wpisy wszelakie. Wiem, że nic z tym nie zrobię, bo co może jeden mały żuczek. Wiem, też że jakby nie krytykować tej wspomnianej książeczki, to jeszcze pewnie przez co najmniej najbliższych 20 lat pozostanie ona w krajobrazie niejednej uczelni. Choć wiem, że są też i te, które już poszły z duchem czasu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz