wtorek, 19 stycznia 2016

Najgorszy student, to sfrustrowany student

         Tym razem będzie o sfrustrowanych studentach. Naszło mnie na ten post po mojej ostatniej rozmowie z koleżanką, która żaliła się, że nie idzie jej na studiach i, że w sumie żałuje dokonanego wyboru. Takich ludzi jest cała masa. Są to w większości ci ludzie, którzy poszli na jakiś kierunek, który ich nie interesuje dla papierka, bo po tym jest robota. Potem płaczą, że sesja ich uwiera, a oni sami muszą zbierać na warunki, no bo przecież.


źródło: flickr

         Jeszcze pół biedy jak ktoś przędzie na tych studiach w miarę., lub nawet jak nie to je lubi. Czasami zastanawiam się, co niektórzy ludzie robią na tym kierunku skoro ich on nie interesuje. Fakt grono nam się zweryfikowało i ci niezainteresowani lub ci co mają mało szczęścia (lub/i pieniędzy na warunki). Część stwierdziła, że po tym rok, czyli już ostatnim trzecim nie kontynuuje dalej lub pójdzie na inną uczelnie, bo na tej to wedle ich widzenia to nędza jest. Mniej więcej tak to wygląda.
            Zabawniej wygląda to wśród moich znajomych z klasy z liceum. Część z nich zażarci humaniści, którzy twierdzili, że oni to matma, chemia i fizyka to je i najgorsze zło. Tym czasem poszli na studia na polibudę, co w niektórych przypadkach jak dla mnie trąciło absurdem. Nie wiem jak te osoby dzisiaj radzą sobie na studiach, niektóre być może dają radę, ale pewnie są i takie co zęby na swoim kierunku zjadły.Były nieszczęśliwe, bo studiują taki kierunek. Inne osoby, tak jak moje kuzynki swoje studia traktują jak wyzwanie, bo mogłyby iść na studia humanistyczne, ale nie chciały.  To jeszcze jest jako tako spoko, bo próbujemy czegoś nowego bo przecież a nuż się uda. Ze mnie śmieją się, że jak to możliwe, że na studiach można mieć 5, albo jeszcze lepiej zwolnienie z egzaminu.
        Ktoś powie, że to mało ambitne studia, bo taka łatka jest dopięta do kierunku Stosunki Międzynarodowe, a za 75% naszego roku, mam wrażenie chodzi taka łatka. Ja czasami próbuję wyjść poza średnią (Krzywa Gaussa i tak mnie nie lubi). Tak jak dzisiaj kiedy bite 3 godziny z życia latałam jak kot z pęcherzem za wpisami i czekałam na zaliczenie na wyższą ocenę. Oczywiście, jeśli kogoś to interesuje dostałam takową, ale co się na czekałam to moje. Bywają jednostki jeszcze bardziej ambitne. Ja staram się liczyć siły na zamiary, bo orłem też nie jestem. Mimo, że moje studia są uważane za łatwe, to jednak mi wiele rzeczy łatwo nie przychodzi. Czasami mam wrażenie, że ja to się na studia nie nadaje, może jestem za głupia. A jak słyszę generalizowanie, że wszyscy studenci takich kierunków jak mój to idioci. To mi się po prostu odechciewa.
        Jednak jest i druga strona medalu, bo zawsze w takich momentach jak sobie myślę, jaki to ma sens. Stracić 5 lat z życia studiując coś co nas nie interesuje. Myślę, że i na takich Stosunkach gdzie historii jest bardzo dużo dała by sobie radę.  W sumie lubię swoje studia, chociaż wybrałam je 3 miechy przed maturą. Owszem nie zawsze jest różowo, a ja chodzę na wykłady monograficzne, które słabo mnie interesują, ale w sumie i tak lepsze to jak uczenie się na siłę chemii, fizy, czy matematyki, bo przecież po tym jest praca. Nie wiem jak z pracą po Stosunkach. Ja żyje w przekonaniu, że to są dobre studia, tylko trzeba mieć jakąś wizje siebie, wtedy jest łatwiej dążyć do celu. Same studia nie wiele dają, trzeba jeszcze samem coś robić. Po studiach postanawiam poświęcić jeszcze rok na studia podyplomowe z public relations, bo taki jest plan.  Staram się szukać planu, bo może ten PR a może, jeszcze coś innego.
Podsumowując, chociaż nie zawsze jest różowo to lubię swoje studia. Jednak tym, którzy swoje wybrali, bo: tak wypadało, rodzice kazali, presja otoczenia, bo praca, czasami serdecznie współczuje. Współczuje im tego, że będą musieli robić w zawodzie, który, ni jak ich nie interesuje, a dodatkowo frustruje. Dzięki czemu będzie niebawem rzesza sfrustrowanych prawników, lekarz czy inżynierów maści wszelkiej. Szczerze chociaż wiem, że po moim kierunku z pracą będzie różnie, to jednak mam też taką świadomość, że jeśli chodzi o studia, po raz pierwszy postawiłam na swoim. Chociaż tak jak i ostatnio zdarza mi się mieć bardzo mieszane uczucia, jak pomyślę co potem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz