środa, 6 stycznia 2016

Najlepszym planem jest brak planów

            W dzisiejszym dni piszę po raz kolejny. Pierwszy post był o 5-ej rano, więc powiedzmy, że jakby wczoraj. Poza tym korzystam z okazji, że mam wenę. Mniejszą, większą, ale zawsze.  Być może to co teraz powiem będzie odrobinę przeterminowane, ale jakoś tak mnie naszło, by o tym powiedzieć. Jako, że mamy od jakiegoś tygodnia okres Noworoczny. Już jak tylko karp zostanie zjedzony wszyscy wkoło planują, że schudną, rzucą palenie, albo będą więcej czytać. W sumie nic w tym złego. Już od połowy grudnia można zapisywać się na wszelkiej maści wydarzenia na facebook w stylu "W 2016 roku znajdę sobie męża". Plan, jakże ambitny, pytanie czy w wielu przypadkach wykonalny? To pytanie raczej zadać należałoby osobom, które się tego podejmują. Ewentualnie biorą w tym udział dla przysłowiowej beki. Nie mnie to oceniać.


            Jeśli chodzi o mnie to mniej-więcej od 2010 roku robię postanowienia noworoczne. Tak się jakoś złożyło i było przez ostatnich kilka lat. Właściwie w jednym roku są one wykonalne, w innym właśnie nie. Takim rokiem był rok 2015, kiedy to plany były ambitne, tylko zawsze potem wykonanie słabe. Sypać przykładami mogę, jak asami z rękawa. Pierwszym z nich był wyjazd do Kopenhagii. Być może wielu znajomych, którzy przypadkiem tu trafią zaskoczę, ale tak właśnie jest. Pewnie ktoś zapyta czemu akurat ta. Sama nie wiem, tak wyszło.  Jakoś od 14 lat marzę by tam pojechać. W zeszłym roku prawie się udało. Jednak dwa dni przed zadzwonili, że wyjazd odwołany, bo nie ma chętnych. Chętnie pojechałabym tam, ale tak prawdę powiedziawszy się boję zagrożenia terrorystycznego, które i tak po 13 listopada jest napompowane do granic możliwości. Chyba, że nie będzie żadnych innych ataków do marca/kwietnia to wtedy zaryzykuje, najwyżej rodzina zawału serca dostanie.
            Kolejnym przykładem takiego ambitnego jest egzamin językowy FCE, który z kolei był moim marzeniem od 7-8 lat. Wcześniej jakoś warunki mi nie sprzyjały, by tym się zająć. Dopiero na studiach zaczęłam chodzić na kursy, najpierw pod uczelniany egzamin na poziomie B2, potem pociągnęłam to na kolejne lata, aktualnie leci 3 rok. Podobnież miałam zdać ten egzamin bez dopinki. Wszystko było pięknie, ładnie do samego egzaminu, który już wtedy miałam wrażenie, poszedł mi słabo. Ustny, poszedł mi dość słabo, jak na możliwości które podobno wykazuje, bo w pewnym momencie para poszła z uszu. Pisemne też nie byłam przekonana, ale miałam nadzieję, że może jednak na te 60% dam radę. Jakie było moje smutne zdziwienie gdy okazało się, że zmieniono przepisy i próg jest od 80%, a co za tym idzie egzaminu po prostu nie zdałam. Powiem tak, na starych zasadach bym zdała, bo wszystkiego łącznie było 129 punktów. Przyznam, że do dziś nie mogę tego przeżyć. Najgorsze były dwa miesiące, potem jakoś okrzepłam, ale dalej mnie to boli, bo jakby nie było to mój czas i pieniądze. Walczę nadal kolejne podejście przesuwa mi się w czasie. Miało być w kwietniu, ale ostatecznie będzie w czerwcu. Nadal jak się okazuje nie jest różowo, ale jest nadzieja.  Data zbiegnie się w czasie z obroną magisterki. Chyba, że myśląc perspektywicznie to drugie przełożę na wrzesień, będę miała dłużej status studenta. Jeśli chodzi o egzamin
        Żeby nie było jest i takie postanowienie, które udało się zrealizować. Mianowicie staż, na który poszłam latem. To zdecydowanie mogę uznać za swój sukces. Wiadomo rok studiów mi został (teraz już nawet nie), więc postanowiłam w końcu coś mądrego ze swoim życiem z robić. Wszystko po to, ażeby nie wylądować na bezrobociu, co jak mantra jest mi krakane od samego początku studiów. Tak czy inaczej to udało mi się zrealizować. Może w roku 2015 wakacji nie było, za to są pieniądze na wakacje, o ile tak jak w przypadku Kopenhagi nie będę bała się nigdzie wyjechać.
       Tak czy inaczej w tym roku nie bawię się w żądne postanowienia. Przynajmniej nie rozczaruje się tak bardzo, jak to było w zeszłym roku. Poza tym nawet mówi się, że te wszystkie postanowienia to tak na prawdę pic na wodę i ludzie i tak potem ich nie realizują. Ja w tym roku poddaje się przypadkowi losu. Jeśli chodzi o magisterkę i tak zdać muszę, to samo tyczy się FCE, bo przecież ile można inwestować w jeden egzamin. Tak czy inaczej moim pierwszym i zarazem ostatnim planem na 2016 rok, jest brak planów, jako takich. Może lepiej na tym wyjdę, a przynajmniej się nie rozczaruje tak bardzo i na koniec nie będę kwękać, jaki ten rok był zły i paskudny.

źródło: Kwejk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz