poniedziałek, 8 lutego 2016

Po co się starać

         Tak zasadniczo chodzi to za mną od co najmniej kilku dni. Nie wiedziałam, czy o tym pisać, czy sobie darować, bo znowu napiszę coś, czego nikt nie przeczyta. Ostatnio mam taki zjazd, jeśli można to tak właśnie określić. Nie chcę wnikać w szczegóły. Chodzi o to, ze zastanawiam się nad sensem czy warto się starać. Przecież na każdym kroku ludzie podcinają skrzydła, bo zawsze będzie jakieś, ale. Mam wrażenie, że w moim przypadku podcinanie skrydeł, to jak chleb powszedni. Nie powiem odbija się to na mnie bardzo, bo moja samoocena odkąd pamiętam to jedno wielkie dno i kupa mułu. Tak znowu smęce, wiem. Zawsze byli lepsi, zdolniejsi, a ja po latach stwierdzam, że byłam takim dzieckiem mało zdolnym, ale pracowitym.


źródło: pixbay


       Aktualnie znajduję się gdzieś na końcu sesji egzaminacyjnej. Mogę powiedzieć, że idzie nadzwyczaj dobrze, aż dziw, bo takiej średniej, nie miałam nawet w szkole średniej, mimo, że mówi się, że to studia to hardkor. Tymczasem, ja przeżywam taki mały renesans. ( o tym jednak napiszę, przy może innej okazji). Przynajmniej tutaj, jak się staram, to nie mam takiego poczucia, że co z tego, skoro i tak te wyniki nie są adekwatne do pracy, co bardzo często towarzyszyło mi w czasach szkolnych. Teraz czasem też tak jest, ale jakby odrobinę mniej. Ostatnio doszłam do wniosku, że łatwiej jest mi być dobrą studentką, niż kiedyś uczennicą, a ja niezarzynam się jak krowa w uboju rytualnym. Chociaż wiem, że i tak nikt na to patrzył nie będzie, bo kogo obchodzi, jak ty sobie radzisz. Jeśli byś miał wysoką średnią i przy okazji ciągnął dwa etaty, to spoko wtedy mogą cię podziwiać. W innym wypadku wychodzisz na frajera, bo przecież każdy by tak mógł.  
        Tylko co z tego, jeśli i tak pochwalę się, jaką mam średnią. Pewnie i tak zaraz bym usłyszałam, że to ani prawo, ani kierunki ścisłe i że na humanie to zawsze jest łatwiej. Owszem coś w tym jest, ale też nie zawsze. na kierunkach ścisłych też są ludzie, którzy trafili tam nie dlatego, bo kasa, ale dlatego, bo się tym interesują. Faktem jest, że na polibudzie, jest trudniej, ale też bywają i takie kozaki. 
       Tak czy inaczej, co byś nie zrobił i tak jest źle. Przecież nikogo nie obchodzi to, że się starasz i tak jak przyszłoby do szukania pracy, to większe szanse ma ten co ma plecy, albo 20 lat i 30 lat pracy w zawodzie. Ja ostatnio generalnie odczuwam taki nastrój, że na co i po co mi się starać. Nawet z tym blogiem, gdzie po miesiącu zaczynam czuć, że to  chyba był słaby pomysł by wrócić, do poprzedniej "pasji". Owszem nie to, że się nie cieszę, z tych zaliczonych egzaminów i wysokiej średniej. Cieszę się, tylko ta radość nie trwa wiecznie. Szczególnie kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że to wszystko i tak nie będzie miało znaczenia. Smutne przykre i prawdziwe. Tak pewnie lepiej byłoby skasować bloga, bo takie miejsca nie są dla ludzi, którzy bywają smutni. Właściwie, jak autorka bloga powinnam być zawsze szczęśliwa i zainspirowana. Ponadto posiadać milion pomysłów na życie. 
     Jeśli ktoś spodziewa się inspiracji, to się zawiedzie. Nie potrafię być optymistką, a przynajmniej idzie mi to ze sporym trudem. Taka już moja uroda. Nie umiem  udawać wielce zachwyconej i zainspirowanej. Trudno. Chociaż podobno każdy miewa złe dni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz