poniedziałek, 1 lutego 2016

Studniówka- jedyny taki bal

         Zawsze od pięciu lat o tej porze nachodzi mnie taka refleksja. Od mojej studniówki minęło właśnie tyle lat. Czasami na You Tube podglądam filmiki ze studniówek, z taką lekką zazdrością, że moja tak udana nie była. Owszem miałam może fajną fryzurę i równie fajną sukienkę, do dzisiaj uważam, że moja sukienka studniówkowa była zajebista, teraz tylko wisi w szafie, bo nawet nie wiem czy wcisnęłabym się w to cudo. To były takie dobre aspekty tamtego okresu.


          Tak przygotowania do balu trwały ponad miesiąc, bo to sukienkę trzeba było trochę skrócić, a to fryzjera zamówić. To znowu w szkole kręciliśmy czołówkę. Trochę też było przy tym absurdu, chociażby w momencie, kiedy na dwa tygodnie przed studniówką, pani dyrektor wpadła na pomysł, żeby wszystkie panie miały białe i granatowe sukienki, żeby było jak w Wiedniu, pamiętam, że z jednej strony bawiło to z drugiej oburzało. Nasza studniówka była w piątek wieczorem po zajęciach, z których nie chciano nas zwolnić. Dopiero jak wybłagaliśmy to jakoś się udało. Sama impreza była taka sobie. My dwie z koleżanką usadzone obok par z naszej klasy czujące się jak persona non grata. Tańce głównie w swoim towarzystwie, a jak już w pojedynkę, to grupki "jakby zamknięte". Pilnowani jak przez jedną z nauczycielek, która robiła za cerbera i jak tylko potłukła się szklanka, zaraz było, że to my pijemy i jeszcze musieliśmy robić "jaskółkę".  Momentami natomiast było wyczuć jakąś taką sztuczność.Miałam jeszcze skecz swojego autorstwa, który miałam pokazać na studniówce, a którego jednak nie zrealizowała, w obawie, że zostanę wyśmiana przez złośliwe koleżanki z równoległej klasy. Dzisiaj tego żałuje, ale i tak nie ma to znaczenia. Jak jeszcze dodać do tego, że facet, który mi się podobał nawet nie poprosił mnie do tańca. To było czerstwo. A nie jedna impreza w przeciągu ostatniego okresu wypadała lepiej, niż studiniówka.
      Potańczyć mi się udało, ale miałam wrażenie, że i tak po połowinkach nogi w tyłek bardziej właziły. Może dlatego, bo orkiestra co nam grała przez 15 minut, a potem godzina przerwy. Ot uroki orkiestr na takich imprezach! Ogólnie czułam spory niedosyt po imprezie, chociaż byłam do końca do 5-ej rano, gdzie pożegnano nas "Kołysanką" Dżemu, tak jakbyśmy właśnie chyba ze stypy schodzili. Mówią, że jaka studniówka taka matura. Maturę i tak zdałam, fakt, że nie wszystkie wyniki były zadowalające, ale ważne, że zdana była. Studniówka mimo, że ma się ją raz w życiu to uznaję za średnią imprezę, bo nawet na studiach miałam lepsze imprezy, chociaż może nie z taką pompą, jak ta. Studniówka raczej była takim odzwierciedleniem tych 3 lat. Mówią, że liceum to najpiękniejszy czas w życiu. U mnie odbijał się ten okres czkawką do samego końca II roku studiów. Po studniówce jeszcze bardziej zapragnęłam skończyć jak najszybciej szkołę.
       Ogólna refleksja już nie tylko nad studniówką, która może nie była w Scheratonie, ale była, jaka była i może lepiej, że była w jakiejś sali, a nie jak teraz ludzie mieli na sali gimnastycznej.Choć naprawdę nie ważne gdzie by ona była, ważne jest z kim się z nią spędza i czasami ludzie mogą bardziej popsuć atmosferę imprezy nie zależnie, z jakim rozmachem jest zrobiona. Tak też myślę po latach kiedy wspominam swoją imprezę. Czasami te godziny, dni, czy  tygodnie mogą być niewiele warte jeśli w praktyce atmosfera będzie taka sobie.
       Co do samych studniówek raczej nie krytykowałabym idei takiej imprezy, bo to dobra idea. Kwestia niestety często leży w tym, z jakimi ludźmi się ją spędza. Dla niektórych ludzi, którzy mało imprezowali, tak jak ja to bardzo ważny moment, który chciałoby się pamiętać latami, ale nie zawsze da się. To dla wielu osób moment, kiedy może poczuć się wyjątkowo i zapomnieć o tym, że zaraz czeka go studniówka i latanie, jak przysłowiowy kot z pęcherzem. To że młodzież dzisiaj się bawi, jak się bawi, to ma do tego prawo. To już nie te czasy gdy urządzano imprezy w sali gimnastycznej (chociaż bywa). Dziewczyny chcą się czuć jak księżniczki, w swoich sukienkach. Mają do tego prawo. Nawet ja chociaż, krytykuje swoją studniówkę za to jak wyglądała, to jeszcze długie lata będę zdania, że sukienka jaką miałam na sobie wtedy była super. Owszem nie każdą dziewczynę stać na wypasioną kieckę. Chociaż, ja za swoją też nie dałam majątku, a po dziś dzień uważam, że to chyba była najlepsza sukienka w jakiej przyszło mi występować. Dyskusyjna jest też kwestia finansowania studniówki, dla osób towarzyszących nauczycielom. Taka afera była u nas w szkole. Generalnie, to nauczyciele powinni płacić za swoje osoby towarzyszące, ewentualnie spędzać ten wieczór ze swoimi uczniami. Studniówka sama w sobie jest bardzo kosztochłonną imprezą. O tym wie każdy kto przeżył. 

        Może za 10-20 lat spojrzę na tą imprezę bardziej pobłażliwie, jako fajną przygodę, jaką przeżyłam. Dzisiaj oceniam, ją jako słaba A wszystko przez ludzi. Zazdroszczę młodszym ludziom, że mają tak fajnie. Sama chciałabym cofnąć czas i bawić się nieco lepiej, niż się bawiłam wtedy. Może dzisiaj nie miałabym takiego bólu dupy. Chociaż nie wiem, czy z ludźmi z jakimi spędzałam tą chwilę, byłoby możliwe by było lepiej. No, ale mogę się połudzić. Czasu i tak nie cofnę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz