niedziela, 6 marca 2016

Rzecz o czytaniu książek

         Wszyscy jak jeden mąż, co jakiś czas mówią  o czytaniu lektur, że są nudne, że pisane językiem niedostosowanym do realiów. Co jakiś czas można coś takiego przeczytać. Wiem jak to jest, bo szkołę skończyłam prawie 5 lat temu, zasadniczo niedawno. Czytanie lektur do przyjemności nie należy i to nie zależnie, czy ktoś lubi, czy nie lubi obcowania z książką. Również nie zależy od tego, czy ktoś  czyta i "zjada" powieści takie Paulo Cohelo, czy też nie. Zanikające czytelnictwo, być może jest znakiem naszych czasów, chociaż rozwój techniki, wcale nie musi oznaczać wyparcia, czegoś takiego, jak książka. Może je jednak trochę zmodyfikować, to znaczy poprzez e-booki, lub audiobooki. Z samym faktem, że ludzie nie czytają, jest trochę jak z masturbacją, czyli bywa i tak, ale nikt otwarcie ci tego w oczy nie powie, bo nie wypada i człowiek boi się, co ludzie powiedzą. 



     Wiem, że to co tu zostanie powiedziane brzmi co najmniej niedorzecznie wręcz groteskowo, ale z drugiej strony też i takie tematy powinnam poruszać i nawet były poruszane na poprzednim blogu. Tym bardziej, jeśli jawię się humanistką, podobno. Moje oczy zaś będą ociekać krwią, od hejtu, jaki zapewne pojawi się. Paradoksem, jest jeszcze fakt, że nie czytam, ale mimo to sama pisze, co jeszcze bardziej może wydać się absurdalne.
      Jeśli chodzi o czytanie to zdecydowanie, jestem zupełnym przeciwieństwem mojej mamy. Moja mama  wyrabia normę w czytaniu książek za wszystkich domowników, z kotem i psem włącznie. Ja sięgam po książki, jak muszę, rzadko zdarza mi się sięgnąć po coś z własnej nie przymuszonej woli, albo czytam coś w ukryciu na tak zwanych e-bookach. Staram się czytać, bo wiem, że to ważne, ale po prostu czasami nie potrafię się nad tym skupić. Jestem wybredna w kwestii książek i to też jest swego rodzaju problem. Potrafię czytać książki z rozrzutem półrocznym. Nie jest już różowo, i właściwie można nazywać mnie troglodytą, bo nie lubię czytać. Dużo osób pewnie oburzyłoby się, że jak tak mogę. Tym bardziej, że  za moment skończę studia. Nie wiem, ale może ktoś w pewnym momencie życia mi obrzydził czynność jaką jest czytanie i tak mi zostało. Właściwie była to niestety , właśnie moja mama, która na każdym kroku przepytywała mnie z przeczytanych książek (nawet nie lektur), a ponadto traktowała czytanie, jako kara za złe stopnie.  Obrzydziła mi tą czynność, do której muszę przekonywać się, jako osoba dorosła. Ja wiem, że tak być nie powinno, ale tak jest. Owszem próbuje coś z tym robić i szukać swoich gatunków i książek, które by mnie zainteresowały. Z na prawdę różnym skutkiem mi to wychodzi.
źródło: https://stocksnap.io/photo/9J8AH1CDYI

     W czasie szkoły  na lektury szkolna natomiast znalazłam patent, taki jak audiobooki.  Tak od końca 1 klasy liceum, tak właśnie wchłaniałam te lektury. Ktoś powie, że nie rozumiem istoty czytani, albo czym jest czytanie. Ja uważam, że lepiej jest słuchać, niż czytać po łebkach i tylko patrzeć ile stron mi zostało. Z takiej lektury nic nie wynoszę i tracę wiele godzin, bo przeczytanie jednej strony dokładnie zajęłoby mi więcej czasu, niż komuś innemu. Dlatego też niestety, ale muszę to powiedzieć książki nie są dla mnie formą relaksu, a czytam bo muszę. Owszem zdarzają się książki, które potrafią mnie wciągnąć i nawet na kilka trafiłam na przestrzeni ostatnich lat.  Robię to głównie jednak po to, żeby jakoś wzbogacić swój nikły warsztat pisarski, oraz żeby nie wyjść na jeszcze większego troglodytę, niż jestem. Lubię pozyskiwać wiedzę z innych źródeł, za co pewnie też zostanę odsądzona od czci i wiary. 
        Prawdę powiedziawszy, nie wiem czy byłabym w stanie przeczytać, którąś z lektur, obawiam się, że nie. Ja z zasady jestem słuchowcem (albo coś koło tego), więc to dla mnie dobre rozwiązanie. Tak samo działa na wyobraźnię, a niektóre książki naprawdę miło się słuchało. Lektorami tych książek często są znani aktorzy.  Osobiście podobały mi się audiobooki czytane przez Wiesława Michnikowskiego ( "Folwark zwierzęcy" i "Mała apokalipsa", które były mi przydatne w prezentacji maturalnej. Przy czym po Orwella, sięgnęłam z czystej ciekawości, a że później też się przydał, no to inna sprawa) i czytaną przez  Piotra Fronczewskiego  "Ferdydurke". Często tekst audio nie odbiega, lub bardzo nieznacznie odbiega od oryginału. 
       Uważam, że audiobooki, to fajna alternatywa dla kogoś, kto nie lubi czytać lub nie ma czasu na czytanie książek. Może dla wielu to nie to samo, co obcowanie z drukiem, ale też potrafi na prawdę fajnie wpłynąć na wyobraźnię potencjalnego odbiorcy. Gdybym była autorem jakieś książki z powieścią, wcale bym się nie pogniewała, gdyby została po za wersją papierową, miała swą wersje audio, bo w dzisiejszych czasach miałaby szansę łatwiej dotrzeć do potencjalnego odbiorcy. Całe szczęście z tego, by kiedyś, wydać coś swojego się wyleczyłam, jakiś czas temu, więc na szczęście to nie grozi.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz