piątek, 22 kwietnia 2016

Odkryj w sobie artystę

          Znów piszę, jakby rzadziej, ale w tym miesiącu, to i tak dużo lepiej niż w poprzednim. Generalnie działam, bo roboty trochę mam. Koniec się zbliża i trochę się tego boję, ale dzisiaj nie o tym. Przyznam, że jak nie robię czegoś na uczelnie, co pochłania aktualnie 3/4 posiadanego czasu, to albo korzystam z ostatków życia studenckiego, jakie jeszcze zostały mi, albo wyżywam się artystycznie, a przynajmniej tak można to określić.  


źródło: https://stocksnap.io/photo/QUDRF9ALH7
          To pojęcie w moim przypadku można rozumieć różnie. Trochę piszę i to nie tylko tutaj, bo jak ktoś pamięta wywody ze starego bloga, to od prawie 11 lat piszę pamiętnik. Po za blogiem, jeśli ktoś dłużej obserwuje moje poczynania, jeszcze z czasów moich poprzednich blogów, to zdarzało mi się pisać krótkie opowiadania, a nawet wiersze. To znaczy ostatnio raz mi się zdarzyło, ale jakoś w ostatnich kilku latach nie miałam na to pary na opowiadania, ani na wiersze. Ja wiem, że ta pisanina sama w sobie wiele warta nie jest, po za tym kupa w tym błędów i czasami nielogicznych, ni w ząb zdań, ale jakoś tak uparłam się i jest. Chociaż  jeśli mówimy o blogu, to nadal nie wiem, czy to był dobry pomysł z tym powrotem do takiego pisania. 

         Piszę, bo właściwie nawet mnie to uspokaja, tak jak to pisałam już w jednym z pierwszych postów tutaj. Ostatnio po za tym zaczęłam malować. Zabrałam się za te ostatnio modne kolorowanki dla dorosłych, które obecnie uważa się za taki antydepresant. Przyznam, że nawet nie podejrzewałam siebie, że takie coś mnie wciągnie. Jestem tym faktem zszokowana. Tym bardziej, że gdy byłam młodsza, to jakoś nie specjalnie przepadałam za pracami plastycznymi. Zazwyczaj robiłam je dość pokracznie, bo moje umiejętności manualne, były takie sobie. Właściwie chociaż to siara, większość prac na plastykę robiła mi mama, by takowe miały ręce i nogi. Owszem zdarzało mi się malować, tak dla siebie. Najbardziej lubiłam malowanie pastelami, do dzisiaj mam gdzieś jeszcze pudełko z nimi, bo całe nie zostały wykorzystane od przeszło 10 lat. Tylko, jakoś wtedy to tak średnio. Zawsze miałam świadomość, że moje prace są gorsze od tych koleżanek. Samo malowanie nie sprawiało mi zbyt często przyjemności. 

         Po latach, jednak  kupiłam sobie kolorowanki i kredki i mogę mieć też w dupie to, czy akurat wyjeżdżam za linię, kiedy maluje. Szczególnie sympatycznie maluje mi się tymi Bambino, którymi malowałam jeszcze, kiedy byłam w przedszkolu, wiadomo te a'la świecowe. Właściwie mam dwie kolorowanki, takie same. Jedną akurat dostałam na urodziny. W sumie to nawet dobrze się złożyło, że taka sama, jak już miałam, bo mogę ten sam obrazek różnie pokolorować, w nowy i kreatywny sposób.  

         Niczym mała dziewczynka wciągnęłam się w malowanie obrazków. Jednak co muszę powiedzieć, to fakt, że wciąga mnie to, jak już zaczynam malować, to ciężko się odkleić. Przy okazji zapominam o tym co dzieje się wokoło. Właściwie to ostatnio malowanki pomagają mi lepiej, niż pamiętnik, bo jakoś łatwiej mi się wyciszyć. Artystka to ze mnie może i słaba, ale przynajmniej mam z tego chociaż takie korzyści, że mogę wyłączyć myślenie, bo zdecydowanie za dużo myślę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz