niedziela, 3 kwietnia 2016

Pro-Life is brutal

        Co jakiś czas jeszcze na starym blogu zdarzało mi się popełnić wpis na temat aborcji, a właściwie prawa do takowej. Ten temat wraca co jakiś czas, jak bumerang. Tym razem też się tak stało, ponieważ napis politycy w porozumieniu z Kościołem chcą zakazać jej całkowicie. Temu wszystkiemu wtórują ruchy pro-life, które jeszcze bardziej chcą to nakręcać. Taki trochę terror ideologiczny. Szczerze powiedziawszy to mogłabym postawić znak równości między przedstawicielami ISIS, a przedstawicielami ruchów tego typu. No oczywiście jest jedna subtelna różnica, ci drudzy  nie rozrywają się pasami Szahida . 



źródło: https://pixabay.com/static/uploads/photo/2014/04/02/10/45/hanger-304460_960_720.png


            Jeszcze w czasach poprzednich blogów pisałam o tym, jak bardzo działa na mnie jak płachta na byka wszelkie ruchy i manifestacje antyaborcyjne. OK żyjemy w wolnym kraju niech sobie manifestują, ale nie wara im od macic wszystkich kobiet. Jak ktoś chce niech rodzi, nikt im tego nie zabrania. Ja nie rozumiem tej retoryki, że nagle jak zostanie ponownie zalegalizowana aborcja, to zaraz będzie, że kobiety nie mają prawa rodzić. Jak sobie kobieta chce, to niech rodzi dziecko z poważną wadą genetyczną, albo dziecko z gwałtu. Jednak uważam, że każda kobieta powinna mieć wybór. Tymczasem usiłuje się zabronić prawa o decydowaniu o sobie, tak jakby kobiety były czyjąś własnością, lub w imię jednego słusznego i katolickiego światopoglądu, głoszonego przez grupę mężczyzn, która nawet nie ma swoich rodzin.  Mam wrażenie, że za moment dojdzie do tego, co ma miejsce chociażby w Salvadorze, gdzie kobieta, która nawet mimowolnie poroniła, może zostać oskarżona  o aborcje. Ewentualnie, jak w systemach totalitarnych, gdzie za dokonanie aborcji, była kara śmierci. Wbrew pozorom, ani Hitler, ani Stalin, nie byli zwolennikami usuwania ciąż.  W pewnym momencie może być tez tak, że kobiety albo zaczną wyjeżdżać  za granicę, albo te biedniejsze zaczną dokonywać aborcji na własną rękę. Na przykład poprzez użycie tych jakże ostatnio modnych metalowych wieszaczków . Właśnie zastanawiam się, czy nie podprowadzić moich 4, które mam w szafie w akademiku, bo kto wie, jak to tak dalej pójdzie, to może się to przydać. 

         Ludzie, którzy mają niewiele wspólnego z rozmnażaniem, nie powinni mieć prawa decydowania za kobiety, co mają robić ze swoim życiem. Nie jestem wziętą feministką, właściwie teraz kiedy to mogłyby pokrzyczeć, to feministki mam wrażenie tego nie robią. To samo te wszystkie organizacje, które parają się ochroną praw człowieka. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat ludzie będą pisali listy w Maratonach Amnesty,  w obronie prawa do decyzji, dla polskich kobiet. Nie uważam aborcji, jako coś dobrego, jednak z czysto pragmatycznego  punktu widzenia, zakładam, ze każdy ma swój rozum, w życiu bywa różnie, a ja jestem jeszcze młoda i całe życie przede mną. Najbezpieczniejszym jest założenie, że w życiu jest różnie. To, ze ja czegoś nie zrobię, to nie mam prawa zabraniać tego innym. Straszenie komplikacjami, które, jeśli zabieg jest w sterylnych warunkach zrobiony, to nie daje komplikacji. Nawet jeśli, to prawda jest taka, ze każdy zabieg medyczny może wiązać się z jakimiś komplikacjami, a jakoś nikt ich nie zabrania.  I jeszcze te wszystkie manipulacje typu, zdjęcie rozszarpanego płodu, albo te piękne zdjęcia małych "kijanek", żeby pokazać jakie to poczęte życie jest piękne. W praktyce te dzieci, to też dzieci z aborcji. Szach-mat pro-life...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz