sobota, 2 kwietnia 2016

Ty też możesz być "niemainstremowy" - czyli kilka słów o społecznościówkach

            Pierwszy raz od dłuższego czas postanowiłam coś napisać na blogu. Wiadomo dawno mnie tu nie było, bo nie było czasu i terminy goniły, ale po co ja się w ogóle tłumaczę. Przeglądając internety i pewien obrazkowy portal, natknęłam się na pewien wpis pod tytułem "Nie mam facebooka i jestem szczęśliwy" przy okazji ogłaszając to na tym portalu. Nagle brak konta stał się chlubą, by się tym chwalić na lewo i prawo. W tym momencie zadałam sobie pytanie. Czy to ze mną jest coś nie tak, bo mam konto, które używam nie tylko do pierdół, ale też do kontaktu z ludźmi, sprawdzania informacji, tudzież wyrażania swojej opinii, która g... kogoś obchodzi, ale może ktoś taki jeszcze się znajdzie. Tak, jak i to, że ktoś ma, lub nie ma konta na tym czy innym  portalu.



źródło:https://stocksnap.io/photo/WBWKY1FQ2I


               Generalnie jestem zdania, że w dzisiejszych czasach bez konta na pewnym portalu na literę F, żyje się ciężko. Co nie oznacza, że się nie da, bo to też od wielu czynników zależy.  Dzisiaj portal ten jest tubą do przekazywania informacji i wymiany. Jeśli ktoś studiuje, to doskonale wie, że życie studenckie i informacje najszybciej pozyskuje się właśnie stamtąd. Taki portal też umożliwia szybki kontakt,  dzięki czemu nie muszę mieć miliona numerów telefonów i adresów e-mail. Wystarczy, że dana osoba jest na czacie i po prostu pytam. Owszem, żeby nie było, nie jestem zwolenniczką zawracania gitary i jeśli mam załatwiać coś "służbowego", to nadal wolę telefon, lub e-mail. Jakoś byłoby mi głupio pytać wykładowcę o coś przez facebooka, bo po prostu pewnych rzeczy nie wypada.  Jednak jeśli nie jest to nic służbowego, a dana  Po za tym można wymieniać poglądy i zainteresowania na grupach, jeśli takowe istnieją. Nie widzę w tym nic strasznie zdrożnego. To, że facebook zbiera informacje to też nic strasznego, bo tak na prawdę gdyby się ktoś uparł, to w praktyce wszystko zbiera informacje o naszej aktywności w sieci. W praktyce trzeba byłoby nie korzystać z Internetu. Jeśli ktoś jest w miarę ogarnięty, to raczej na fejsa nie wrzuci fot z suto zakrapianej imprezy. Portale społecznościowe wiedzą o nas tyle ile sami, im o nas powiemy. 

          Owszem, że portale społecznościowe mają to do siebie, że mogą nas szpiegować, ale przecież nie trzeba pisać w nim pamiętnika. Udostępnia się tyle ile się chce, można nie udostępniać nic i mieć je tylko po to, żeby "obczajać". Swoją drogą mam tak z Instagramem, gdzie sama nic nie wrzucam, bo twarz mam mało fotogeniczną, a tym co jem też nie ma się co jarać, ale mam, bo przeglądam sobie dzięki temu kolorowe obrazki. Sama niczego nie wrzucam, po prostu mnie to nie jara. Prosta sprawa. Nie wiem może jestem tylko głupią kwoką, która podąża za trendami i zakładam konto na fejsie. Jednak po mojemu sprawa jest prosta. Masz konto na tym czy innym portalu, dobrze. Nie masz też dobrze, ale czemu, ja mam o tym niby wiedzieć, skoro ta wiedza marchewki do zupy mi nie włoży.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz