niedziela, 19 czerwca 2016

Na pożegnanie

              Dzisiaj będzie trochę prywaty, bo i czas ku temu "sprzyja". Wczoraj był jeden z tych dni, które w zasadzie były wesołe, ale i tak miały w sobie coś smutnego- Absolutorium, bo o nim mowa. O ile dwa lata temu było mi smutno, ze względu, bo miałam wrażenie, że mało mnie było w życiu mojego roku, tak w tym roku jakby mniej. Po za tym miałam tą świadomość, że w październiku i tak dalej będę studiować ten sam kierunek.  Owszem były momenty, że miałam ochotę się rozpłakać, ale z racji tego, że jeszcze odbierałam wyróżnienie i siedziałam w pierwszym rzędzie, to jakoś musiałam się powstrzymywać i trzymać fason.



          Było parę momentów, że było blisko i oczy się zaszkiły. Mimo wszystko sama uroczystość była całkiem sympatyczna. Tak dawno nie odbierałam żadnej nagrody przy dużej publiczności, że jak już miałam odbierać wyróżnienie, to na środku gdzieś mózg mi się zawiesił i nie wiedziałam co zrobić. Fakt ostatni raz dostałam wyróżnienie za wyniki w ostatniej klasie gimnazjum, że jeszcze doczekam takiego momentu i to jeszcze na studiach to bym się nie spodziewała. Właściwie, jakby ktoś powiedział 5 lat temu na zakończeniu liceum, gdzie moja średnia pozostawiała wiele do życzenia 
(zachowanie w sumie też), że na studiach odbiorę wyróżnienie za wyniki w nauce, to bym parsknęła śmiechem. Ja wiem nie ma się czym jarać, to że studia skończyłam ze średnią 4,775 (bo taka to prawdopodobnie), pracy mi nie gwarantuje. No, ale jak to stwierdziła moja mama, satysfakcja jest. Po za tym dostałam dyplom gratulacyjny i kubeczek, który będzie mi przypominał ten miły moment, gdzie nawet mój mózg tego nie ogarnął.
                Powiem szczerze, że takie dni są trudne. Nie tylko dlatego, bo zaczyna dochodzić do ciebie, że coś w twoim życiu się kończy. To też myśl, że jak fajnie było na swojej drodze spotkać fajnych ludzi, nie tylko wśród kolegów, ale też wśród wykładowców ( co może zaskakiwać). Nawet wykładowcom było trochę smutno, że nas żegnają. Mimo, że mogłoby się wydawać, że jesteśmy jednym z wielu roczników, jakie wypuszczają. To było widać po niektórych. 
 Dla nas pozostaje myśl, że kończy się pewna epoka w życiu i tak na prawdę nie do końca wiadomo co dalej.
               Wszyscy, którzy czytali kiedyś poprzednie blogi wiedzą, jak bardzo źle wspominam liceum. Właściwie do tej pory potrafię dostać gęsiej skórki, jak pomyślę, że jak to możliwe, że przeżyłam tą dżunglę nie tylko szkolną, ale w sumie mentalną. Studia okazały się zupełnym przeciwieństwem tamtego etapu. Przyznaje to miłe zaskoczenie, jest i będzie. Nawet było już po pierwszym przeżytym miesiącu. Wiadomo były rozterki i wątpliwości, ale to jest zawsze. 
             W przypadku studiów wspomnienia będą raczej miłe, że mogłam się rozwijać w tym w czym chciałam. Nie skłamię mówiąc, że to był taki mój mały renesans pod wieloma względami, ale o tym to może napiszę jeszcze posta. Owszem było różnie i nie zawsze było różowo, ale ten okres będzie dla mnie wspomnieniem raczej w jasnych barwach. 
          Ten ostatni tydzień upłynie zapewne na kończeniu pracy i żegnaniu z ekipą, z którą zżyłam się przez tych kilka lat. Aż dziwne, że tak szybko nastał koniec studiów.

https://pixabay.com/pl/absolwenci-zdane-egzaminy-351603/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz