niedziela, 17 lipca 2016

Oswajanie rzeczywistości- O tym co dało mi pisanie pamiętnika

              Strasznie biłam się z myślami, czy coś napisać. Czy ma to sens i czy w ogóle kogoś będzie to interesowało. W sumie to ostatnio po głowie chodziło mi, żeby skasować, bloga, bo ma to jeszcze mniej sensu, niż kopanie się z koniem, jakim ostatnio stał się niezdany egzamin językowy.  Chociaż pewnie lepszym tematem byłaby obroniona magisterka, albo oblane FCE po raz kolejny, to ja jednak stwierdziłam, że o tym to może przy innej okazji. Magisterka może poczekać, a nad tym co dalej ze spełnianiem mojego marzenia, jakim miało być zdawanie FCE muszę pomyśleć i to tak konkretnie, bo póki co w jakimś sensie czuję się udupiona. Dlatego dzisiaj będzie o czymś co robię od przeszło 11 lat, czyli pisaniu pamiętnika. Dla ciekawostki, podam, że 11 lat minęło 7 lipca, a data ta zbiegła się z faktem obrony pracy magisterskiej. Albowiem nie ma lepszego terminu na kończenie pewnego etapu w życiu, jak właśnie taka rocznica. OK robię to tyle lat, ale co z tego wynika. W sumie jak tam patrzę na to, to jest przynajmniej wiem, że coś mi tam dał.  


1. Polepszyłam swój warsztat pisarski

Na przestrzeni lat zauważyłam, że dużo łatwiej jest mi ubierać w słowa pewne rzeczy, zdarzenia i sytuacje. Nadal jest to dalekie od ideału i twierdzę, że drugą Szymborską to ja raczej nie zostanę, ale piszę. Jakaś nieznana mi siła mi to nakazuje. W sumie miałam moment by z pisaniem związać przyszłość, ale obawiam się, że byłaby to raczej miłość bez wzajemności. Warsztat pozostawia wiele do życzenia. Swego czasu pani od doradztwa zawodowego stwierdziła, że może mam talent tylko nie mam warsztatu. Szczerze ja zawsze myślałam, że jak nie ma warsztatu, to nie ma też talentu, bo ciągle powstaje ta sama kaszana. Chociaż jak patrzę na swoje wypracowania z polskiego, jeszcze z liceum, to pomimo tego, nie są one takie złe. 

2. Stanowi emocjonalny wentyl bezpieczeństwa

Często mam w swojej głowie milion myśli. Czasami takie nie do końca bym powiedziała normalne. Dzięki temu, że piszę nie kumuluje w sobie miliona emocji, które mogłbym być w moim przypadku jak trucizna. O tym, że pisanie było i jest nadal taką autoterapią, pisałam już posta, więc tu jakby nie mam się co rozwodzić. Na pewno też potrafię nazwać te emocje. Właściwie pomaga mi to poradzić sobie z tym wszystkim.

3. Mam dużo lepszą pamięć do dat i wydarzeń. 

Może to i śmieszne, ale jednak. Jestem w stanie umiejscowić w historii mojego życia pewne wydarzenia, jakie miały miejsce. Zarówno te z tych 11 lat, jak też te sprzed tej epoki. Nawet ostatnio zdarza mi się, że pisząc w pamiętniku takie powroty do lat sprzed pamiętnika,  okazuje się, że pamiętam czasem dużo detali. Przyznam, że moje otoczenie trochę się z tego śmieje pod  nosem, ale w sumie ma to swoje przełożenie w życiu codziennym . 

4. Próbowałam innych form pisarskich 

Nie wiem, czy pisałam to we wcześniej wspomnianym poście, ale miałam taki moment w swoim życiu, kiedy to po za pamiętnikiem i blogiem zdarzało mi się pisać inne formy. Najczęściej były to albo opowiadania (w sumie powstało ich może około 20), albo też wiersze. Chociaż jak wspomniałam przy okazji stylu, to raczej nie byłoby co publikować. Właściwie, jak tak teraz to czytam, to wydają się te formy takie trochę naiwne. W ostatnich miesiącach zdarzyło mi się zupełnie przypadkiem napisać jeden wiersz, ale tak po za tym ostatnio straciłam parę na takie rzeczy. Zapewne osoby, które kiedyś czytały pi-razy-drzwi to wiedzą, jak się sprawy miały. Dzisiaj jakoś niekoniecznie się do tego rwę. 

5. Pomógł mi oswoić się z chorobą/defektem

Przyznaje, że jak zaczęłam pisać w pamiętniku o chorobie to powoli zaczęłam się do jej obecności przyzwyczajać. Może miałam spory problem z akceptacją (o tym to może jeszcze kiedyś napiszę), ale przynajmniej  jej nazwa przechodziła przez moje gardło, a ja nie płonęłam rumieńcem. Właściwie to pisanie też miało też, jakiś swój wkład w to, jak dzisiaj na to patrzę. Pomogło mi to trochę oswoić ten fakt i nabrać oglądu. 

6. Pozwala z dystansu spojrzeć na pewne rzeczy i wyciągać wnioski

Kiedy zaglądam do wpisów sprzed paru lat, to czasami się z nich śmieje, bo nawet po latach wydają się być dość zabawne. Czasami bywa, że kiedy czytam, to nadal budzą we mnie grozę, tak na przykład jest ze wspomnieniami z liceum. Innym razem pozwala na powrót do jakiś fajnych zdarzeń z przeszłości (bo takie też bywały). Przede wszystkim pozwala na analizowanie sytuacji i błędów przeszłości. Wyciąganie wniosków też idzie łatwiej. Takim czymś bywały czasami "złote myśli" znane również czytelnikom poprzedniego bloga. 

7 Wyrobienie pewnej systematyczności

Pisanie stało się chyba jedną z niewielu rzeczy, jakie robię systematycznie, lub prawie systematycznie, Od mniej więcej 6 lat, jest też tak, że nie ma dnia, żeby nie napisać, chociaż jednej "złotej myśli" zawsze coś musiałam napisać. A piszę czasami straszne głupoty, z których po latach prawdopodobnie będę się śmiała.  

żródło:https://pixabay.com/static/uploads/photo/2015/07/28/22/04/female-865110_960_720.jpg


To tyle jeśli o to chodzi, Ja wiem, że te podpunkty, dla niektórych są miałkie i właściwie to niewiele wnoszą. Tym bardziej, jeśli o tym mówimy. Wszystko przez wypadkową nudy i rozpoczynającego się nowego etapu w życiu, jakim wówczas było gimnazjum. W wieku 13 lat nawet nie myślałam, że rzecz ta, tak bardzo się rozwinie i będzie miała duży wpływ na moje życie.  Jednak jakby na to nie spojrzeć coś mi to dało i nie było bez znaczenia jeśli mówimy o moim życiu. Przyznam też, że ostatnio też zaczęłam  prowadzić też 5 letni pamiętnik, coś co w Polsce jeszcze nie wchodzi. O tym może też napiszę za jakiś czas. To też było wypadkową nudy, bo ostatnio laptop mi się zepsuł. Nie wiem czy to jest moja pasja, ale tak jest i już. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz