sobota, 26 listopada 2016

Pamiętników racja bytu

             Było już o tym parę razy, że piszę pamiętnik i robię to mniej więcej regularnie od ponad 11 lat. Tak jakoś się złożyłam wsiąkłam w to. To też gdzieś w pewnym momencie ewoluowało, ale o tym generalnie też już pisałam, przy okazji rocznicy pisania. W sumie za kilka miesięcy minie jakieś 10 lat, jak jestem związana z pisaniem blogów. Tych jak wiadomo było kilka, jedne lepsze, drugie gorsze. Wiele z nich właśnie oparte na strukturze takiego właśnie typowego pamiętnika. Gdzie pisałam o wydarzeniach i przemyśleniach z mojego życia. Jedne mniej inne bardziej hardkorowe. Generalnie w ostatnim czasie zauważam, że to co robię trochę zaczyna mijać się z celem i to też sprawia, że w pierwszych 2 miesiącach wpisów było pond 20, by ten stan spadł do 30 w kolejnych miesiącach. Dobra jeden post z obecnego bloga stał się klikbitem i to gdzieś też doceniam, bo nie powiem. Jednak mam wrażenie, że cała reszta gdzieś ginie, a pisanie często zaczyna zatracać swój sens. Bo jak i tak nikt nie przeczyta, to wolę popisać do pamiętnika, jako takiego



        Jednak ja nie o tym chciałam napisać raczej o czymś innym. Niegdyś takie blogi oparte na pamiętnikach dominowały wśród blogów i właściwie były z tym kojarzone. Teraz natomiast coraz bardziej są to portale i strony na temat pasji. Nie mam nic przeciwko pisaniu o pasji, w sumie to nawet spoko, ale jak widzę milion takich samych blogów czasami prowadzonych byle jak, z milionem zdjęć pseudo stylizacji i kilkoma zdaniami w jakimś temacie, to boli mnie krew. To nawet tak dosłownie, bo ja pisząc swoje posty chcę wsadzać w to trochę serca. Nie mówię, że inni autorzy tego nie robią, ale jak widzę powielone treści ciągle te same i na te same tematy. Nagle wysypało się całe mrowie blogów kulinarnych i innych modowych. Ja rozumiem, że jak jeszcze ktoś ciekawie opisuje to w ciekawy sposób, to OK, nie mam z tym problemu. Boli mnie często, że właśnie pseudo blogi niby o pasjach, mają się zwykle lepiej, niż mój, który ginie gdzieś w odmętach różnych blogowych grup, bo tematy, które może poruszam nie wydają się być ciekawe. Szczerze w ostatnim czasie piszę mało, bo po prostu mam wrażenie, że moje starania. Nie wiem może jestem zazdrosną grafomanką, która prowadzi pseudofilozoficznego bloga i dlatego czytać tego nikt nie chce. Jeśli chodzi o formułę pamiętnikową trochę od tego odeszłam. Poprzedni blog, był bardziej prowadzony na takim formacie pamiętnika. Ten trochę też zahacza, ale generalnie pisze takich rzeczy mniej.  

źródło:pixbay


          Boli mnie jeszcze jedna rzecz a mianowicie, wszyscy guru blogowi twierdzą, że dobry post powinien mieć od 300 słów. Większość moich postów właśnie taka jest. OK daleko by szukać w moim pisaniu pisarskiego stylu i z tym niejako się pogodziłam, ale właśnie bolą mnie sytuacje, kiedy to blogi gdzie post ma 2 zdania, ma 10 komentarzy, kiedy ja nawet moderując dyskusje przy wielu postach nie mam komentarzy wcale. Nie wiem, może jestem zazdrosna, może trochę też na siłę chciałam wracać do pisania bloga i to gdzieś też zaczyna u mnie pokutować. Nie wiem. Ja wiem, że też trzeba systematyczności, tylko jednak trudno jest mi o motywacje kiedy to widzę takie rzeczy. Pienię się w podświadomości i w praktyce wiele zrobić nie mogę. Ja wiem, że moja historia jaką opowiadam, albo jaką opowiadałam na łamach poprzedniego bloga, nie jest lotna i raczej daleko jej do jakiejś upstrzonej komedii romantycznej. Natomiast prowadzenie blogów quasi pamiętników mija się z celem. 

         Dobra może jestem zazdrosną lamuską, która nigdy nie miała specjalnego drygu do pisania bloga i ma pretensję do garbatego, że dzieci ma proste. Po za tym nie ma pasji, o której mogła by pisać, albo nie umie o niej po prostu pisać.  Musiałam to z siebie wyrzucić, może to właśnie dobra pora by to zrobić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz