środa, 21 grudnia 2016

Poczuj magię Świąt

Ostatni miesiąc jakoś nie sprzyjał pisaniu i mojej obecności na blogu. Wiadomo praca i życie realne jakoś bardziej mnie pochłania. Po za tym zebrało się kilka problemów, które urodziły się po drodze, ale tu też wyszłam z w miarę obronną ręką. W tym roku jeśli chodzi o Święta, to było z tym trochę hocków-kloców, ale może uda mi się uratować nieco te Święta. Na tą chwilę mam już kupione prezenty i chociaż to zorganizowałam. No, ale to nie będzie dzisiaj o tym, czyli o Świętach. 




W tym roku może okoliczności średnio sprzyjają, by czuć coś takiego jak magia Świąt, bo jest 100 innych ważniejszych rzeczy. Do tego w Wigilie też czeka mnie 6 godzin w pracy. Podobno klienci akurat wtedy uwielbiają dzwonić, a jak się coś zepsuje, to już całkiem.  Chociaż im jestem starsza tym bardziej nie czuje tego klimatu świąt. Może staję się coraz to bardziej odporna na to. Nie wiem?  Właściwie  to przestałam odczuwać Święta, tak gdzieś w wieku nastoletnim. Nie wiem, może to przez to, że Święta są już zaraz w listopadzie, natomiast "Kevin sam w domu" potrafi lecieć już w październiku, co z jednej strony może śmieszyć z innej przerażać. I tak zawsze kończy się to tak samo, bo źli kolesie dostają bęcki i tyle.  Wszystko, jak ogląda się gdzieś kilka miesięcy wcześniej, to jest takie fajne urocze i chce się Świąt. Jednak jak już mają przyjść nagle okazuj się, że nie. Natomiast człowiek karmiony wizją magiczności przestaje czuć klimat gdzieś w okolic III niedzieli Adwentu. Jak jest się bombardowanym Świętami od listopada, to ma się prawo to już znudzić. Fakt staram się dawkować sobie ten czary, ale nie zawsze to dawkowanie da się kontrolować tak na 100%. Oczywiście filmy, świąteczne piosenki i tego typu historie, zawsze w takim czasie na propsie.  Jednak to daje takie poczucie czasowe, bo ile można słuchać tej samej świątecznej piosenki i oglądać w nieskończoność ten sam świąteczny film. Tak jak to już pokazałam na przykładzie Kevina. 

photo by: Evelyn

W czasach dzieciństwa czekało się na Święta, jeszcze gdzieś na początku grudnia pisało listy do Świętego Mikołaja i czekało, co też przyniesie i czy akurat będzie to, to czego się szuka. Nigdy nie zapomnę, jak zawsze byliśmy wyganiani do innego pokoju, żeby rozłożyć prezenty, a my wypatrywaliśmy staruszka w czerwonym wdzianku. No i ta ekscytacja podczas otwierania paczek, czy akurat dostanę to co chciałam, albo coś fajnego. Z czasem jednak człowiek zorientował się, że Mikołaj to ściema, a prezenty pod choinkę podkładają rodzice. Podobno w momencie, kiedy zaczynamy nie wierzyć w Świętego Mikołaja, to zaczyna znikać w człowieku wewnętrzne dziecko. Dobra listy do Mikołaja piszę do dziś, ale głównie na zasadzie, żeby sobie pośmieszkować. Przeraża mnie, jak słyszę, jak matki "kwoki" straszą swoje dzieci zacnym staruszkiem, że ten wszystko widzi, a dziecko nie dostanie prezentu, bo widzi. Może tym bardziej to przeraża, bo człowiek był tymi samymi metodami "zastraszany". 

 Prezenty to też tak różnie. Bywały te mniej lub bardziej trafione. W ostatnich latach nawet sama sobie, takowe robię. Może komuś się to wyda dziwne, ale tak właśnie jest. Przynajmniej wiem czego chcę, albo co się może przydać. Zwykle w ostatnich latach jeśli o coś proszę, to są to głównie bilety ze znakiem wodnym. Nie mam pomysłu o co bym mogła poprosić, albo zwykle też boję się komentarza w stylu "...ale, żeś wymyśliła...".  Wiadomo sianko w każdej ilości chętnie się  przyjmie, bo się przyda. Chociażby po to, by domknąć budżet. Po za tym mało z tym zachodu i nie trzeba cudować z pakowaniem, bo wystarczy ładna koperta i jakaś dobra czekolada na dokładkę, żeby nie było. Po za tym taki układ wydał się dla mnie dość korzystny, kiedy zaczęło mi brakować pomysłów na co bym chciała. A znowu nietrafiony prezent, to też taka lipa.  

Rozszerzanie wizji robienia świąt, że wszystko da się zrobić jednego dnia. To chyba ta doba, kiedy szykuje się Święta, to powinna być z gumy. Raczej nie ma siły, żeby w tak mało czasu zrobić imprezę i jeszcze nie czuć na koniec zmęczenia. To marzenia, a rzeczywistość oczywiście sobie.  W rzeczywistości człowiek najbardziej stresuje się nadejściem Świąt i oddycha z ulgą, kiedy te już się skończą. Dzisiaj Święta już coraz bardziej przeniknęła komercja, zaś ta magiczna otoczka została zastąpiona zupełnie czymś innym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz